Śladami pruszkowskich Żydów

Informacje o trasie:

11 grudnia 2012
Alicja Plachówna-Vasilevska
120 minut
3 km

Przed drugą wojną światową w Pruszkowie mieszkało ok. 1,5 tysiąca Żydów – 6% społeczności miasta. Pierwsi zaczęli osiedlać się tutaj od lat 80. XIX wieku.  Jak wyglądało codziennie życie pruszkowskich Żydów? Zapraszamy na spacer po miejscach związanych z ich życiem oraz poznania historii części żydowskich rodzin.

Punkt A: Zakład państwa Kligów

Spacer zaczynamy przy skrzyżowaniu alei Wojska Polskiego i ulicy Tadeusza Kościuszki, naprzeciwko restauracji McDonald. W miejscu gdzie obecnie stoi restauracja, mieścił się zakład galanterii metalowej państwa Kligów. Leon Klig zajmował się konserwacją metalowych przedmiotów codziennego użytku. Chana – jego żona – prowadziła dom i opiekowała się córeczką – Batią. Gdy zaczęła się wojna i prześladowania okupantów się nasilały, Leon podobnie jak inni Żydzi, był zmuszany do morderczej pracy w Zakładach Taboru Naprawczego – w zorganizowanym przez Niemców obozie. Udało mu się uciec z niewoli.

Jego rodzina początkowo znalazła się w getcie warszawskim, skąd uciekła do podlubelskiej wsi. Kligowie ukrywali się w wielu miejscach, rozdzielali się w nadziei, że przynajmniej mała Batia przeżyje wojnę. Niestety Leon nie przeżył wojny, w 1942 roku umarł z zimna. Gospodarz, którego prosił o schronienie bardzo bał się konsekwencji grożących mu za pomoc Żydowi i nie wpuścił mężczyzny do domu.

Chana i Batia miały więcej szczęścia, ukrywały się u różnych rodzin. W szczególny sposób zaopiekowała się nimi pani Stanisława Pacek, w której domu, w Trawiennikach Chana z córką  spędziły ponad rok. Pani Pacek została po wojnie odznaczona medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Ze szczegółami tej historii można zapoznać się w relacji opublikowanej na stronie Polscy Sprawiedliwi – Przywracanie Pamięci.

W 1946 roku Chana i Batia wróciły do Pruszkowa. Nie miały nic. Batia zaledwie przez kilka miesięcy uczęszczała do szkoły. Sytuacja w Polsce była zła, często zdarzały się antysemickie napady. Kiedy do Pruszkowa dotarła wiadomość o pogromie kieleckim – Chana zdecydowała o wyjeździe do Izraela. Najpierw pojechała Batia (dzieci miały pierwszeństwo wyjazdu) zaraz po niej miała pojechać jej matka. Jednak w związku z sytuacją polityczną, pani Kligowej udało się dołączyć do córki dopiero po 10 latach. Spotkały się w Izraelu w 1956 roku, wtedy Batia była już zamężną kobietą. Niebawem miało się urodzić jej pierwsze dziecko.

 

Punkt B: Polskie kajzery

Przy ul. Kościuszki, już za skrzyżowaniem z obecną Wojska Polskiego mieściło się kilka żydowskich sklepów. Właścicielem jednego z nich był bardzo stary Żyd. Nazywał się Line i sprzedawał drobną galanterię. Na jego wystawie znajdowała się informacja – „polskie kajzery”, co oznaczało, że w tym sklepie tym były dostępne  prezerwatywy.

Kolejny z domów przy ul. Kościuszki 3 należał do niejakiego Wilnera. Marian Skwara autor książki „Pruszkowscy Żydzi” dotarł do dziennika pruszkowskiego narodowca, w którym chłopak z dumą opisywał wyczyny tutejszego ONR m.in. zniszczenie sklepu Wilnera: „O 12.00 zebraliśmy się u Łapy z farbą i szablonami: ‚Nie kupuj u Żyda’ i ‚Żyd twój wróg’. Przyszło dziesięciu. Z Dmowskim na czele ruszyliśmy na Żbików. Po odmalowaniu go załatwiliśmy się z Tworkami, a następnie około 2.00 ruszyliśmy na Pruszków. [...] Malowaliśmy co się dało ściany, okna, szyldy itp., ale najlepiej to się nam udał dom Wilnera koło Matki Boskiej, przy którym pracowało przez blisko 15 minut 6 pędzli (rano Wilner zrąbywał nasze napisy siekierą)”.

Punkt C: Żydowskie pierniki

Na rogu ulic Kościuszki i Prusa przed wojną Żyd – Birnbaum prowadził sklep ze słodyczami. Jego specjalnością były wspaniałe pierniki. Tuż obok, za rogiem na Bolesława Prusa, jatkę z wołowiną prowadził Żyd o nazwisku Golde. Jeden z mieszkańców Pruszkowa tak wspomina sklepikarza:

„No przed wojną to się szło do takiego Goldiego czy po szponderek czy po coś. Taką pamiętam scenę – Golde mówi: »Tutaj półtora kilo jest.« »Ja tylko mam – mówię – 90 groszy na kilogram.« »Czy ja ci się o pieniądze? – mówi – Daj mamusi.« »Tylko żeby było ładne.« »Jak to pokażesz mamusi to…« Wiedział, że to jest dobry towar.”

Z kolejnym domem przy ulicy Kościuszki 2 łączy się historia uratowania żydowskiej dziewczynki. Tutaj według opowieści starszych mieszkańców Pruszkowa, swój sklep miała Polka – pani Hodurska. Gdy w czasie wojny Niemcy prowadzili tędy grupę Żydów, pani Hodurska wyszła ze sklepu i zobaczyła między dorosłymi małą – może pięcio czy sześcioletnią dziewczynkę. Kobieta podbiegła i wyciągnęła dziecko za rękę. Dziewczynka została później ochrzczona, a Hodurską wychowywała ją jak własną córkę.

Po drugiej stronie ulicy Kościuszki położony jest park Potulickich, który przed wojną był otoczony murem. W miejscu, gdzie kończy się ulica Kościuszki, stała figura Matki Boskiej. Było to częste miejsce spotkań pruszkowskiej młodzieży, która chętnie zaczepiała, a czasem wręcz napadała na Żydów.

 

Punkt D: Wojujący Bundysta

Przy wejściu do parku Potulickich przy ul. Bolesława Prusa (kiedyś 3 dziś numer 11), widzimy budynek, którego właścicielami byli dwaj Żydzi: Zylberbart i Bigielman. W miejscu tym mieszkał m.in. utalentowany klezmer Mosze Engel i nie uchodzący za najlepszego fachowca zegarmistrz Lejbisz Goldsztajn. Innym lokatorem był Lewi Wajscberg wojujący bundysta, zadeklarowany wróg religii. Wajscberg zasłynął tym, że w święta stawał przed bożnicą i sprzedawał lewicową gazetę Folkscajtung, czym wywoływał ogólne oburzenie. Z zawodu był nauczycielem, ale nie uczył w Pruszkowie. Dla człowieka z takimi poglądami nie znalazłoby się miejsce w Ibryi – szkole prowadzonej przez Leona Koziebrockiego – znanego pruszkowskiego nauczyciela, charyzmatycznego organizatora życia kulturalnego, zadeklarowanego syjonistę. Lewi Wajscberg musiał szukać pracy gdzie indziej.

Różnice między bundystami a syjonistami najogólniej można przedstawić w następujący sposób: bundyści odchodzili od religii, opowiadali się za asymilacją, za konstruowaniem swojego świata tutaj, w Polsce. Zaś syjoniści planowali dalsze życie w Palestynie, w przyszłym Izraelu. Różne były odłamy syjonizmu – prawicowy, lewicowy, to co je łączyło, to przygotowania do życia w ziemi obiecanej.

Punkt E: Luńka dentystka

Na piętrze, w domu, gdzie do dziś mieści się apteka Bielawskiego, miała swój gabinet dentystka Salomea Abramowicz – córka fotografa. Pani Salomea była doskonałą dentystką, leczyła zęby pokoleniom pruszkowskich rodzin. Szczęśliwie przeżyła wojnę, po której zmieniła imię ma Ludwika (mówiło się do niej Luńka). Uważała, że nowe imię brzmi mniej żydowsko.

Punkt F: Bożnica

Dom przy ulicy Bolesława Prusa 38 i 40. W podwórku obu budynków mieściła się drewniana bożnica – żydowska świątynia oraz mykwa, czyli zbiornik z bieżącą wodą. Możemy sobie wyobrazić, że tutaj jeszcze 70 lat temu, pobożni Żydzi obmywali się przed świętami i modlitwami oraz koszerowali dopiero zakupione naczynia.

Gdy dojdziemy do kończącego podwórko płotu, pod nogami powinniśmy zobaczyć posadzkę mykwy. Jest to jeden z nielicznych śladów po miejscach, w których odbywały się żydowskie obrzędy religijne.

Z dostępnych dziś źródeł wiadomo, że inicjatorami i sponsorami utworzenia pruszkowskiej gminy żydowskiej byli: Mieczysław i Jakub Teichfeldowie oraz Mordechaj Gutowicz. To oni sfinansowali zakup gruntu od hrabiego Potulickiego pod żydowski cmentarz a także pod synagogę i mykwę. W połowie lat 30. XX wieku gmina wyznaniowa pracowała nad planem wybudowania nowej, murowanej synagogi. Nadchodząca wojna pokrzyżowała te plany. Do dzisiaj te tereny należą do gminy żydowskiej.

Punkt G: Fotograf

Po drugiej stronie ul. Bolesława Prusa, pod numerem – dawniej 13 dziś 21 – mieściło się studio fotograficzne najsłynniejszego w tamtych latach pruszkowskiego fotografa Dawida Abramowicza. W wielu rodzinnych albumach odnaleźć można zdjęcia opatrzone charakterystyczną pieczęcią – wizytówką: Abramowicz – Pruszków. Artysta, choć pochodzenia żydowskiego, razem z rodziną przeszedł na katolicyzm, co nie było wśród społeczności żydowskiej pochwalane. Zaś jego syn należał do zaszczytnego grona pruszkowskiej inteligenckiej młodzieży.

Punkt H: Ultramaryna

Tu gdzie obecnie przy ul. Bolesława Prusa 27 mieści się przedszkole, przed wojną mieściła się fabryka tzn. Ultramaryna, w której produkowana była farbka do wybielania odzieży. Fabryka przyjęła miano od nazwisk swoich właścicieli: Sommer i Nower. Zakład bardzo dobrze prosperował a jego zarząd od 1928 roku tworzyli Dawid Nower (zmarł w 1935 roku), Kazimierz Nower syn i Bronisław Irlicht.

Punkt I: Fryzjer

Przy ulicy Kraszewskiego mieściło się wiele małych zakładów (fryzjerskich, szewskich) i sklepików (np. z wodą sodowa). Zakłady od mieszkań często były oddzielone jedynie kotarą, za którą w jednym pokoju mieszkał właściciel wraz z całą rodziną.

Szczególnie interesujący jest tu budynek przy ul. Kraszewskiego 37. Przed wojną należał do fryzjera Herszlika Kiwkowicza. Któregoś razu koledzy po fachu zrobili Kiwkowiczowi niewybredny kawał. Fryzjer został wezwany do strzyżenia nieboszczyka przed pogrzebem. Tyle, że w trakcie zabiegów nieboszczyk ożył – o czym pisały podobno nawet lokalne gazety.

Na rogu ul. Kraszewskiego i Prusa, gdzie teraz stoi oszklony wysoki budynek, mieścił się skład budowlany Gutmana Rozenbluma. Rozenblum choć był człowiekiem interesu, piastował też funkcję przewodniczącego zarządu gminy wyznaniowej. Wnuczek Gutmana Rozenbluma – Aleksander  Żuławski (Rozenblum), jako jedyny z rodziny przeżył wojnę. Dziś mieszka w Izraelu.

Punkt J: Krótka

Ul. Krótka to dziś Potulickiego, przy której przed wojną mieszkały głównie rodziny żydowskie. To tutaj kwitło życie kulturalne i polityczne zaangażowanej żydowskiej młodzieży. W tej części miasta spotykali się członkowie klubu kulturalnego czy koła dramatycznego (opiekował się nim nauczyciel Abraham Koziebrocki, a przedstawienia organizowano w sali Wenus przy ul. Stalowej lub w kinie Metro (które wtedy najprawdopodobniej nazywało się Słońce).

Dzieci wspomnianego tutaj Abrahama Koziebrockiego – Dawid i Lonka – działały w organizacji młodzieżowej TUR przy Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS). Współpraca ta prowadziła do wspólnych pochodów pierwszomajowych i działalności kulturalnej. Z książki „Sefer Pruszków” dowiadujemy się też, o aktach solidarności między robotnikami polskimi i żydowskimi: Dowiedziano się, że polscy naziści planują napad na Żydów, w czasie piątkowego targu. Zwołano zatem posiedzenie PPS razem z przedstawicielami związków zawodowych i postanowiono, że w czasie napadu zostaną włączone wszystkie syreny fabryk, żeby zwołać robotników i tak też się stało. Robotnicy wyszli z fabryk i razem z żydowską młodzieżą przeciwstawili się chuliganom aż ci byli zmuszeni zwrócić się o pomoc do policji. Od tego czasu nie zdarzały się już zorganizowane napady.

W jednym z budynków przy Krótkiej (cofniętym względem ulicy) mieściła się ibryja – żydowska, świecka szkoła. Uczniowie ibryii spożywali posiłki w lokalu domu Gutmana Rozenbluma przy ul. Kraszewskiego 11 (dziś 38), W domu tym mieszkał też Abraham Koziebrocki. Z budynkiem Rozenbluma sąsiaduje okazała kamienica z piękną narożną facjatą przykrytą hełmiastym dachem. Została ona postawiona przed samą wojną przez Dawida i Rachelę (Róźkę) Rozenmanów. Swoją inwestycją małżeństwo wywarło wielkie wrażenie na mieszkańcach Pruszkowa. Rozenmanowie byli właścicielami sklepu bławatnego (czyli z tkaninami) położonego przy dzisiejszej ulicy Berenta, naprzeciwko kościoła św. Kazimierza.

 

Punkt K: Szewc

Jednym z najbardziej znanych pruszkowskich szewców był Feliks Dawidowicz, który miał swój zakład naprzeciwko kościoła, w pobliżu dawnego kina Metro przy ul. Kraszewskiego. Dawidowicz przeżył wojnę, ukrywał się w okolicach Nadarzyna m.in. w stodołach, stogach siana, u gospodarzy. Przez pewien czas Feliks szukał schronienia w ziemiankach w lesie sękocińskim. Tam ukrywała się z nim Żydówka z dziećmi. Gdy Dawidowicz wyszedł z ukrycia, żeby zdobyć coś do jedzenia, pokierowani przez jednego z gospodarzy Niemcy dotarli do kryjówki i zamordowali kobietę oraz jej dzieci. Dawidowicz uratował się.

Po wojnie wrócił do Pruszkowa, do swojego zakładu. Był bardzo rozpoznawalną osobą, towarzyski, lubił żartować. Zapamiętano go również, jako aktywnego kibica rozgrywek na stadionie Znicza (popularnością cieszyły się wtedy piłka nożna, hokej). Znany był też z tego, że organizował „tańce na dechach” w parku Anielin. Do tańca przygrywała orkiestra, której płaciło się „od kawałka”.

Punkt L: Dom Pod bocianem

„Dom pod bocianem” przy u. Kraszewskiego 18, był przed drugą wojną światową własnością małżonków Siemiatyczów. Podczas wojny Niemcy urządzili tu siedzibę żandarmerii. Podwórko budynku było miejscem, gdzie okupanci przeprowadzali egzekucje.

Tuż obok mieści się budynek obecnego Urzędu Miasta. Pierwotnie były to dwa domy czynszowe – jeden należał do Izraela Litwarka, drugi do Mariana Rozenbluma.
W czasie wojny Niemcy zarekwirowali budynki jako własność żydowską i przebudowali na Deutsche Haus.

Punkt M: Poszukiwacz prawdy

Na rogu ulicy Berenta z ulicą Kościelną stoi dom, którego właścicielem był Ruwen Borensztejn. 3 pomieszczenia domu zajmował cheder – szkoła religijna dla chłopców. Hebrajskiego uczył tam Jakow Stalowicz według autorów książki „Sefer Pruszkow”: Starał się wychowywać młodzież w żydowskiej ortodoksji i walczył ze świecką szkołą żydowską, która jego zdaniem demoralizowała młodzież i robiła z niej ateistów.
Na parterze wspomnianego domu mieścił się mały zakład szewski Josefa Wajsa. Wajs znany był ze swoich filozoficznych wywodów i poszukiwania prawdy. Szewc pytał każdego zaczepionego znajomego, czy klienta „Gdzie jest prawda?” – określano go przydomkiem Josef Poszukiwacz Prawdy.

Po drugiej stronie ulicy Kościelnej, kiedyś pod numerem 4, a dziś 13 mieli swój dom Izrael i Fajga Borensztejnowie. Mieszkali w nim razem z trójką dzieci. Rodzina znalazła się w czasie wojny w getcie warszawskim, gdzie Izrael i Fajga razem z dziećmi odebrali sobie życie.

 

Punkt N: Fabryka fajansu

Aleja Armii Krajowej. Po lewej stronie – idąc w stronę ul. Wojska Polskiego, widzimy pałacyk Teichfelda, w pobliżu którego działała fabryka fajansowa. Od 1922 roku fabryką zarządzał nowy właściciel – Stanisław Ehrenreich. Zakład miał bardzo złą opinię w mieście. Krytykowano złe warunki pracy, pomiędzy właścicielem, a pracownikami często dochodziło do konfliktów płacowych. Ehrenreich był natomiast krytykowany w lewicowej prasie jako „kapitalistyczna pijawka”. Miał też ogromne zadłużenie wobec miasta, bo skutecznie unikał płacenia podatków.

Punkt O: Getto pruszkowskie

Granice pruszkowskiego getta stanowiły dzisiejsze ulice Armii Krajowej, Komorowska, Ceramiczna i Polna. Z obszaru getta w październiku 1940 r. wyludniono 623 Polaków, Niemcy zakwaterowali tutaj 1331 Żydów. Warunki były bardzo złe, tylko jeden dom z tego obszaru był wyposażony w kanalizację. Getto nie było ogrodzone, pilnowały go patrole Niemców i granatowych policjantów, co umożliwiało handel ze stroną „aryjską”.
Jeżeli postanowimy przejść dalej ulicą Armii Krajowej, a następnie skręcimy i pójdziemy ulicą Lipową, znajdziemy się w pobliżu cmentarza żydowskiego. Kirkut jest ogrodzony murem, m.in. dzięki temu do dzisiaj zachowało się na nim wiele macew. Kluczem do bramy cmentarza żydowskiego dysponuje i udostępnia go pan Eugeniusz Kuteń. To on jest też inicjatorem prac porządkowych na terenie kirkutu.

Ze względu na bardzo małą rozdzielczość ekranu urządzenia na którym przeglądasz stronę, komentarze zostały ukryte.

Komentarze:

  • Bardzo ciekawe są losy Żydów mieszkających niegdyś w Pruszkowie.Dużo ważnych urzędów,banki i sklepy znajdują się w tamtejszej dzielnicy żydowskiej…moim zdaniem powinno być to jakoś oznaczone,choćby miejsce po dawnej Bożnicy.Jestem dumna ,że mieszkam w mieście gdzie niegdyś tętniło życie pruszkowskich Żydów…

  • Czy będzie jeszcze więcej tras?

  • Dodaj komentarz

    Wymagane pola to: Podpis oraz adres e-mail. Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany.

    *

    Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>