Okupacyjny Pruszków

Informacje o trasie:

11 grudnia 2012
Agata Mirosz
120 minut
2,5 km

Na frontach drugiej wojny światowej zginęło prawie dwustu Pruszkowian, ale i Ci,  którzy pozostali w rodzinnym mieście, również byli skazani na codzienną walkę o przetrwanie. Okupacja niemiecka w Pruszkowie trwała od 8 września 1939 do 16 stycznia 1945 r. Jak wyglądało życie w okupowanym przez nazistów mieście? Zapraszamy na  niezwykły spacer historyczny, po ulicach miasta sprzed ponad 70 lat.

Punkt A: Stacja kolejki EKD Pruszków

Sytuacja gospodarcza w czasie okupacji niemieckiej była bardzo trudna. Ceny żywności rosły bardzo szybko z powodu spadku produkcji i ograniczenia dostaw do miast przy jednoczesnym zamrożeniu zarobków. Niemcy zaczęli wywozić do Rzeszy surowce i żywność, konfiskowali produkty rolne przewożone przez rolników. W grudniu 1939 r. wprowadzili reglamentację sprzedaży żywności, ale tylko dla osób pracujących. Kartkowe przydziały były głodowe – wartość energetyczna urzędowej normy dziennego przydziału wynosiła dla Polaków 654 kalorie. Dla porównania Niemcom przysługiwało 2310 kalorii, a Żydom 184. Żeby więc przetrwać, ludzie byli zmuszeni organizować podziemną gospodarkę, nielegalny handel i przetwórczość. Rozwiązaniami stosowanymi przez Polaków były: kradzież produktów z zarządzanych przez Niemców fabryk, fuchy, czyli nielegalna produkcja w legalnych fabrykach, czy szmugiel. Przedsiębiorczy pruszkowianie zakładali małe wytwórnie marmolady produkowanej z buraków cukrowych, dyni, różnych owoców i rabarbaru (ta sprzedawana za kartki była z brukwi). Uruchomiono trzy gręplarnie wełny, rozpoczęto produkcję samodziałów na wiejskich warsztatach tkackich, robiono swetry i rękawiczki na drutach, buty na drewnianych podeszwach. Z tytoniu przywożonego z Lubelskiego i Miechowskiego wytwarzano papierosy, a melasy lub maku samogon. Magister Ignacy Dobrowolski rozpoczął produkcję namiastki herbaty „Herbid”, która stała się popularna w całym Generalnym Gubernatorstwie, a inżynier Eugeniusz Kurnicki wyrabiał różnego rodzaju mydła do prania i mydła toaletowe.

Doktor Edward Steffen junior, znany lekarz pracujący w Pruszkowie podczas okupacji wspominał: „Jedną z dróg zdobywania środków na zakup żywności było produkowanie w Pruszkowie samogonu, nazywanego „bimbrem”. O powszechności wytwarzania tego produktu może świadczyć fakt, że niepozbawieni dowcipu konduktorzy kolejki EKD ogłaszali przystanek w Pruszkowie jako Bimbersztat. Odwiedzając chorych w domach, musiałem raz po raz próbować wytwarzany produkt spirytusowy, nierzadko na tyle rektyfikowany, że nie tylko nie budził obaw, co do własności toksycznych, ale smakował nie gorzej od wytwarzanego oficjalnie. Przypuszczam też, że smakowicie przyrządzana pieczeń, którą najczęściej podawano na zakąskę, nie była wołowa lecz końska. Nie wypadało odmówić poczęstunku, gdyż były to czasy pewnego zbratania i serdeczności w ogólnym nieszczęściu.”

Punkt B: ul. Kraszewskiego 11 – Zarząd Miejski

Do domu o numerze 28 (dziś stoi tu blok o adresie Kraszewskiego 11) w 1941 r. został przeniesiony Zarząd Miejski, wcześniej mieszczący się przy ul. Stalowej 3. Budynek ten został wywłaszczony na podstawie prawa antyżydowskiego (właścicielami byli Józef Rozenowicz, Leon Jabłoński oraz małżonkowie Abram i Tuba Mass). Był to nowy dom czynszowy, w chwili wybuchu wojny jeszcze niewykończony. Zarząd Miejski przeznaczył fundusze na wykończenie i adaptację budynku, starając się również hipotecznie przejąć tę nieruchomość. Urząd ten był powołany przez Niemców w celu administrowania miastem. Na jego czele stał komisaryczny burmistrz, mianowany przez naczelnika powiatu. Na to stanowisko Niemcy powoływali polskich urzędników, znających język niemiecki oraz miejscowe stosunki. Burmistrz miał władzę prawie absolutną, ale także był bezwzględnie uzależniony od władz niemieckich.

Punkt C: ul. Kraszewskiego 14/16 – główna ekspozytura „Tysiącletniej Rzeszy”

Tu mieściła się główna ekspozytura „Tysiącletniej Rzeszy” – budynek powstały z połączenia 2 domów przejętych od żydowskich właścicieli. Pierwszy z nich (przedwojenny adres Kraszewskiego 27) był największym domem czynszowym w Pruszkowie, należał do Mariana Rozenbluma, był wybudowany w 1937 r. Drugi dom (noszący numer 25a), także duży, trzypiętrowy, ale niedokończony przed wojną, należał do Izraela Liwarka. Parter budynku zaadaptowano na lokal dla dużej restauracji, piętra służyły jako biura partii hitlerowskiej NSDAP, znalazły się tam również pokoje gościnne. Budynek po przebudowie był gotowy 1942 roku. Dziś mieści się tu Urząd Miasta.

Punkt d: ul. Kraszewskiego 18 - „Dom pod bocianem”

Właścicielem domu o przedwojennym numerze 23 był Karol Siemiatycz, prokurent firmy „Sommer i Nower” (fabryka ultramaryny Sommer i Nower). Willę zajęła niemiecka policja porządkowa, zwana żandarmerią. Komendantem był Niemiec Tunis (zastrzelony po przeniesieniu do Wilanowa w 1941 r. przez żołnierzy AK). Dom został przebudowany, okna zabezpieczone kratami, w piwnicach urządzono cele więzienne. Żandarmeria zasadniczo miała zajmować się realizacją polityki okupacyjnej w Pruszkowie – pilnować porządku w mieście, ale często, wraz z oddziałami wojska i różnymi formacjami pomocniczymi, urządzała obławy uliczne. Udzielała także pomocy warszawskiemu gestapo w czasie przeprowadzanych przez nich aresztowań. Tu przewożono podejrzanych o pracę w konspiracji, trzymano w piwnicy, przesłuchiwano. Wielu tu umarło – byli rozstrzeliwani w ogrodzie oraz na tzw. Gliniankach (obecnie Park Kultury i Wypoczynku Mazowsze). Pracownikami żandarmerii byli Niemcy i folksdojcze, jednak poszukiwano także współpracowników wśród ludności polskiej.

Punkt E: ul. Kraszewskiego – Niemiecka dzielnica

W południowej części ul. Kraszewskiego utworzono „niemiecką dzielnicę” ze szlabanem na wysokości ul. Hubala. Przeznaczona była dla niemieckich funkcjonariuszy oraz folksdojczów. Po godzinie policyjnej wachman wpuszczał tylko po okazaniu dowodu tożsamości. Zmieniona została nazwa ulicy na „Johann Kapplstrasse”. Kilkanaście innych ulic w Pruszkowie, głównie tych, które upamiętniały narodowych bohaterów lub ważne wydarzenia z historii Polski, również miało zmienione nazwy. Pruszkowianie zrywali tabliczki z okupacyjnymi nazwami ulic traktując takie działanie jako formę walki propagandowej z okupantem.

W obliczu sukcesów Wehrmachtu w pierwszych latach wojny i obawy, że Polacy staną się narodem niewolników, część mieszkańców Pruszkowa decydowała się podpisać niemiecką listę narodowościową. W spisach Zarządu Miejskiego było około 500 pruszkowskich folksdojczów. Zapisane były całe rodziny, więc można przypuszczać, że 160-200 głów rodzin podpisało listę, a pozostali członkowie rodzin byli wpisywani automatycznie. Byli to często przybysze z Pomorza, Wielkopolski, Łodzi. Swojego pochodzenia nie trzeba było dokumentować, wystarczyło niemiecko brzmiące nazwisko lub znajomość języka niemieckiego. Bycie folksdojczem przynosiło pewne korzyści w trudnych okupacyjnych czasach. Łatwiej było się dostać do najlepiej płatnej pracy, można było korzystać z dobrze zaopatrzonych sklepów. Ponadto otrzymywało się dokumenty chroniące od łapanek i wywozu na przymusowe roboty. Przy tej ulicy znajdowały się domy dla folksdojczów, np. na Kraszewskiego 11 (dziś 38), 13 (dziś 36), 15, 21, 35, 43. Folksdojcze byli oni umieszczani w pożydowskich mieszkaniach, a płacili tylko 50% czynszu. (Wszystkie nieruchomości żydowskie przejął Komisaryczny Zarząd Nieruchomości, który zajmował się wynajmowaniem tych budynków i ściąganiem czynszu. Nie podlegały temu urzędowi obiekty zajęte bezpośrednio przez Niemców. Pod kontrolą Zarządu było około 70 nieruchomości.)

Punkt F: ul. Kościelna 9 – rozlewnia piwa

W rozlewni można było dostać skierniewicki browar Strakacza. Kierownikiem rozlewni był Zdzisław Castellaz, ps. „Turyn” (kpt. w AK, dowódca I Batalionu VI Rejonu „Helenów” VII Obwodu „Obroża”). Sprowadził się do Pruszkowa w połowie 1940 roku, był wykładowcą Szkoły Podchorążych Saperów w Modlinie. W rozlewni piwa istniał magazyn przerzutowy broni gromadzonej dla VI Rejonu. Było to bardzo dobre miejsce ze względu na duży ruch klientów i bliskość kolejki EKD. Stosunkowo łatwo było zabierać broń od „Turyna”. Zdzisław Castellaz wykorzystywał do przewozu broni różne zawodowe okazje, np. chował ją w konnej platformie browaru, którą dostarczał beczkowane piwo do rozlewni w Warszawie. Centralne magazyny broni mieściły się w wieży żbikowskiego kościoła oraz w budynku cegielni Wiącka w Koszajcu. Zbiory broni były zawsze niedostateczne, nie przekraczały 5 procent zapotrzebowania VI Rejonu.

Castellaz wyprowadzał także więźniów z obozu przejściowego Dulag 121. Nadającą się do tego okazją było przywożenie piwa dla obozowych strażników. W drodze powrotnej zawsze wywoził na platformie kilka lub kilkanaście osób.

Punkt G: Kościół św. Kazimierza

Proboszczem parafii św. Kazimierza był ks. Edward Tyszka. Był zaangażowanym społecznikiem: został członkiem Komitetu Obywatelskiego (który zawiązał się w Pruszkowie po ucieczce władz miasta na początku września 1939 r.), był prezesem Rady Głównej Opiekuńczej w Pruszkowie, miał powiązania z AK, opiekował się potrzebującymi.

W kościele podczas okupacji odbywały się liczne nabożeństwa i uroczystości, które miały charakter patriotyczny, podtrzymywały miejscową ludność na duchu. Jedną z nich był pogrzeb młodego harcerza Piotra Szeppe. Piotr Szeppe był drużynowym XIV Mazowieckiej Drużyny Harcerskiej (najliczniejszej drużyny w Pruszkowie). Walczył w Forcie Czerniakowskim w Ochotniczym Batalionie Warszawy im. Stefana Starzyńskiego i tam zginął 26 września 1939 r. Jego ciało odnaleziono dopiero kilka tygodni później i sprowadzono do Pruszkowa. Pogrzeb odbył się 6 grudnia 1939 r., był bardzo uroczysty, mimo trwającej okupacji i niebezpieczeństwa. Zebrali się liczni mieszkańcy Pruszkowa, trumna była przykryta flagą narodową i czapką harcerską, śpiewano „Modlitwę harcerską” i „Rotę”.

Taki, niemal manifestacyjny pogrzeb – niezgodny z zasadami konspiracji – pełnił bardzo istotną funkcję: wzmacniał ducha i krzepił serca, sławił ofiarność i poświęcenie dla Ojczyzny.

Inna samorzutna manifestacja patriotyczna miała miejsce 3 maja 1940 r. Po nabożeństwie majowym, na którym zabrało się bardzo wiele osób, śpiewano „Boże coś Polskę” – nikt nie wyszedł z kościoła wcześniej, ks. Tyszka długo klęczał przy ołtarzu.

Głębokie, symboliczne znaczenie miała msza odprawiona latem 1941 r. Na środku kościoła rozstawiony był katafalk i symboliczna trumna – msza w intencji śp. Ignacego Józefa (bez podania nazwiska) zgromadziła wielu wiernych, którzy wiedzieli, że owym zmarłym jest Ignacy Paderewski (zmarł 29.06.1941).

 

Punkt H: ul. Kraszewskiego 42 - Sklep tekstylny w domu Pamsa

Pan Lenartowicz był właścicielem sklepu tekstylnego, który zapoczątkował okupacyjny interes sprzedaży „nadróbek”. W latach wojennych brakowało wielu podstawowych produktów, między innymi trudno było dostać skarpety i pończochy. Żeby jakoś poradzić sobie z tym niedostatkiem, zaradni pruszkowianie naprawiali poprute skarpety. Od zniszczonych skarpet odcinano spody łącznie z piętą i palcami i przyszywano w to miejsce nowe, kompletne spody. Pan Lenartowicz sprzedawał takie „nadróbki”, a także nowe skarpety wykonywane nielegalnie systemem chałupniczym. Ten proceder wspomina Tadeusz Hubert Jakubowski:

„Pan Lenartowicz wypożyczał maszyny dziewiarskie i dostarczał przędzę. Jedną z takich chałupniczek była nasza mama, która później się usamodzielniła i po odkupieniu maszyn od pana Lenartowicza pracowała na własny rachunek. Udział w tej produkcji miał również nasz tata, który wykonywał specjalne „kopyta” do prasowania pończoch i skarpetek w celu nadania im odpowiedniego kształtu. […] Jedną z faz [procesu technologicznego] było farbowanie białej przędzy na dwa kolory. Kolor o nazwie „tango” był zbliżony do koloru lekko rozbielonej kawy zbożowej, a kolor „fokstrot” zbliżony do koloru rozbielonego kakao. Inne kolory były niedostępne. Skarpetki komunijne nie były farbowane.”

Punkt I: ul. Kraszewskiego, wykonanie wyroku na konfidencie

W Pruszkowie wykonano w czasie okupacji około 50 wyroków na konfidentach, na tej ulicy miał miejsce jeden z najgłośniejszych – dokonany na gorliwym folksdojczu i granatowym policjancie Mereniaku. Okoliczności tego wydarzenia były następujące: W nocy z 23 na 24 maja ‘43r. warszawskie gestapo aresztowało w Pruszkowie ponad 70 osób, w większości należących do AK. W czasie śledztwa nie wydali nikogo z dowództwa VI Rejonu, zostali rozstrzelani w ruinach getta warszawskiego. Dzięki grypsom i uzyskanym informacjom ustalono, że gestapo korzystało w tej akcji z kilku informatorów. W niedługim czasie zlikwidowano dwóch agentów. Jednym z nich był Ewald Wilibald Mareniak vel Maryniak. Mieszkał w dzielnicy niemieckiej, przy ul. Kraszewskiego 21. Sąd Polski Podziemnej wydał na niego wyrok w maju 1943 roku. Został zastrzelony 1 czerwca, gdy na rowerze przejeżdżał obok domu numer 42. Codziennie tą drogą udawał się do komisariatu policji przy ul. Klonowej (dziś Daszyńskiego), gdzie pracował.

Wśród innych wyroków było zastrzelenie policjanta Lasky’ego w jego mieszkaniu na ul. Stalowej oraz kontrowersyjna akcja w rodzinie Gwarów. Wydano wyrok na kobietę przesiedloną z Wielkopolski, ale zabito również jej 11 letnią córkę Basię Gwarę. Egzekutor tłumaczył swoje działanie tym, że dziecko go rozpoznało i nie mógł ryzykować!

Punkt J: ul. Prusa 30 (dziś 44) – Niemiecki Urząd Pracy

Dom należał do Jana Postragacza-Czerneckiego. Znajdował się tu Arbeitsamt, czyli Urząd Pracy. Zadaniem urzędu było wprowadzenie w życie decyzji gubernatora Hansa Franka o obowiązku pracy dla wszystkich Polaków od 14 do 60 roku życia. W praktyce oznaczało to ciężką pracę w Niemczech, gdzie ciągle brakowało taniej, a wręcz darmowej siły roboczej. Polacy trafiali do pracy w przemyśle i rolnictwie. Urząd Pracy miał rejestrować wszystkich zdolnych do pracy. Niektórzy zgłaszali się do niego dobrowolnie, licząc na zapewnienie sobie lepszych warunków bytowych. Jednak większość była wysyłana do Niemiec z przymusowymi skierowaniami. Współpracująca z Urzędem żandarmeria organizowała na mieście łapanki mężczyzn. Jedna z największych łapanek w Pruszkowie miała miejsce 9 maja 1940 roku. Zatrzymano zaskoczonych przechodniów, zabrano nawet wiernych z kościoła. W krótkim czasie ulice opustoszały. Dość szybko mieszkańcy nauczyli się wyczuwać niebezpieczeństwo. Wychodząc na ulicę rozglądano się uważnie obserwując ruch przechodniów oraz pojazdów. Pusta ulica oznaczała zagrożenie i ostrzegała przed łapanką. Jeśli na ulicy panował normalny ruch, można było bezpiecznie udać się na miasto.

Szefem Urzędu Pracy był oficer SS August Polland. Został zapamiętany jako brutal i pijak. Pełnił funkcję kierowniczą w obozie przejściowym Dulag 121, na początku jego działania. Dokonywał selekcji ludzi w sposób bardzo brutalny. Przychodził pijany, straszył ludzi rewolwerem, krzyczał, bił przy każdej okazji, złośliwie rozdzielał rodziny. Jednym spojrzeniem decydował o wysłaniu do pracy lub obozu koncentracyjnego. W obozie znany był jego lęk przed chorobami zakaźnymi. Polscy lekarze obozowi: dr Szupryczyński i dr Mazurek powiadomili go, że wśród więźniów jest grupa około 100 osób chorujących na czerwonkę. Polland kazał ich niezwłocznie odprowadzić do pruszkowskiego szpitala. Korzystając z okazji zebrano grupę 400 osób, w środku kolumny ustawiając młodych ludzi. Odprowadzani wzrokiem przez Pollanda stojącego w oddali, powoli, jak przystało na chorych ludzi, opuścili obóz.

Punkt K: ul. Prusa 36 – Skład Palusińskich

W tym miejscu znajdował się skład materiałów budowlanych i opałowych prowadzony przez Adama i Jadwigę Palusińskich. Syn właścicieli, Jerzy Palusiński był pilotem Wojska Polskiego (przed wojną miał stopień podporucznika, w trakcie wojny awansował do stopnia porucznika, a potem kapitana). Należał do Brygady Pościgowej, której zadaniem była obrona przeciwlotnicza Warszawy. Zasłynął z tego, że 1 września 1939 r. wraz z dywizjonem zaatakował grupę niemieckich bombowców i zestrzelił 2 samoloty nieprzyjaciela. Od sierpnia 1940 r. był pilotem słynnego dywizjonu 303, brał udział w bitwie o Anglię.

W składzie Palusińskiego pracował w początkowym okresie okupacji dowódca VI Rejonu „Helenów” (w którego skład wchodził Pruszków) – Edmund Rzewuski-Krzywda. W połowie 1940 r. nastąpiły zmiany na kierowniczych stanowiskach konspiracyjnych w ZWZ (przekształconym później w AK). Kierując się bezpieczeństwem, zdecydowano, że dowódcą VI Rejonu VI ma zostać przeniesiony z Białegostoku Jan Edmund Aleksander Rzewuski (kapitan Korpusu Ochrony Pogranicza, awansowany w czasie wojny do stopnia majora, a później podpułkownika). Najczęściej ludzie podejmujący pracę na kierowniczych stanowiskach państwa podziemnego rozstawali się z najbliższą rodziną i przybierali wymyśloną tożsamość. Ich fałszywe dokumenty mówiły, że są np. wdowcami, nie mają rodzeństwa, pochodzą z rejonów, w których wojna zniszczyła dokumenty i metryki. Rzewuski postąpił zupełnie inaczej. Posługiwał się imieniem i nazwiskiem Jan Krzywda i pseudonimem „Paweł”, a więc spośród swoich 3 imion zostawił jedno, z podwójnego nazwiska zachował połowę. Ponadto po kilku miesiącach pobytu w Pruszkowie sprowadził żonę z małą córeczką. Początkowo zamieszkał sam w małym budynku gospodarczym na terenie składu materiałów budowlanych i opałowych Palusińskich. To nieprzypadkowe miejsce, bo Jadwiga Palusińska prowadząca ten skład z mężem była ciotką Rzewuskiego (siostrą jego matki). Rzewuski pracował tu jako dozorca i robotnik placowy. Później, gdy się przeprowadził z rodziną na ulicę Klonową (dziś Daszyńskiego) i zmienił pracę, nadal używał tego budynku gospodarczego jako punktu kontaktowego.

Punkt L: ul. Prusa 3 (dziś 11) – Ubezpieczalnia Społeczna

Mieściła się przy ul. Prusa 3 (dziś 11), nazywana była „kasą chorych”. Przychodnia funkcjonowała tak, jak przed wojną, ale w czasie okupacji – podobnie jak szpitale – znajdowała się pod nadzorem naczelnika powiatu. Szpital powiatowy był ulokowany w kilku miejscach. Oddział zakaźno-wewnętrzny mieścił się w przejętym przez okupanta budynku prywatnego zakładu psychiatrycznego dr. Goldberga przy ul. Partyzantów. Oddziały chirurgiczny i położniczy były w dawnym budynku szpitala przy ul. Pięknej 4. Później te oddziały przeniesiono do zlikwidowanego prywatnego sanatorium „Wrzesin”. Na terenie Pruszkowa istniał również szpital psychiatryczny w Tworkach. Działała też prywatna praktyka lekarska, ale nie mieli do niej prawa lekarze pochodzenia żydowskiego.

Lekarze często z zaangażowaniem udzielali pomocy potrzebującym pruszkowianom. Do oddziału chirurgicznego trafiali co jakiś czas postrzeleni węglarze (nazywani też kiciarzami). Były to osoby, które wyrzucały bryły węgla z niemieckich transportów – z wagonów stojących przy rampach, a także z pociągów w ruchu. Według pruszkowian nie był to zwykły rabunek, ale często jedyny sposób zaopatrzenia ludności w opał. Rannymi węglarzami opiekowano się troskliwie, a nawet serdecznie. Ranni, którzy trafiali do przychodni i szpitali z pominięciem straży kolejowej byli ukrywani, gdyż formalnie lekarze mieli obowiązek donosić władzom o każdym przypadku rany postrzałowej. Było to niebezpieczne, gdyż zatajenie udzielenia pomocy w takiej sytuacji groziło ciężkimi następstwami zarówno dla pacjenta jak i lekarza.

Punkt M: Hymn w domu Bielawskich

Magister Jan Bielawski założył pierwszą aptekę w Pruszkowie. Państwo Bielawscy mieszkali w domu, naprzeciwko pałacyku Potulickich. Edward Steffen junior wspomina imprezę zorganizowaną z okazji imienin żony Bielawskiego, Stelli. Było to na wiosnę 1943 r. Gościom humory dopisywały, nie brakowało wybornych nalewek (w rodzinach lekarskich, położnych i felczerów nie było kłopotu z alkoholem, gdyż te zawody dostawały przydziałowy spirytus etylowy do dezynfekcji). Takie przyjęcia trwały z konieczności do świtu, gdyż obowiązywała godzina policyjna. Z powodu ciepłej i pogodnej nocy otwarto okna, a solenizantka zasiadła do fortepianu i zagrała poloneza As-dur Chopina oraz hymn narodowy! Był to wyczyn niezmiernie ryzykowny zważywszy na położenie domu Bielawskich. Stella Bielawska była Żydówką, wychowaną w Moskwie, ukończyła tam konserwatorium muzyczne. Nie kryła się ze swoim pochodzeniem, interweniowała nawet u władz niemieckich, kiedy pracownik apteki i jej mąż zostali zatrzymani przez gestapo.

 

Punkt N: Pałacyk Potulickich, Ogród Potulickich

Teren Generalnej Guberni – pozostały po zajęciu wschodnich terenów Rzeczpospolitej przez Sowietów, a zachodnich i północnych anektowanych do Rzeszy – zajmował powierzchnię 96 tys. km kwadratowych. Był podzielony na 4 dystrykty. Dystrykt warszawski podzielony był na 9 powiatów. Pruszków znalazł się w powiecie warszawskim ziemskim. Powiatem zarządzał naczelnik powiatu, a wykonawcą jego zarządzeń oraz nadzorcą Zarządu Miasta był komisarz miasta. Tę funkcję przez cały okres okupacji pełnił Walter Bock. Mieszkał i urzędował w pałacyku Potulickich, chroniony przez posterunek żandarmerii. Walter Bock był pochodzącym z Bawarii działaczem faszystowskim, z zawodu zwrotniczym. Chodził on ubrany w brunatny mundur S.A., czyli paramilitarnej organizacji partii nazistowskiej NSDAP. Jednocześnie był szefem lokalnej komórki tej partii. Pruszkowianie zapamiętali Bocka, jak chodził po mieście z karabinkiem sportowym i dla rozrywki strzelał do psów i wron w parku Sokoła. Cała posiadłość rodziny Potulickich, zajęta została przez Niemców. W skład majątku wchodził oprócz pałacyku również budynek powozowni oraz ogród otoczony murem. Wstęp do niego mieli tylko Niemcy.

Przed likwidacją getta pruszkowskiego Bock zorganizował w ogrodzie, w budynku gospodarczym warsztat krawiecki, w którym zatrudniał Żydów. Mieli oni przynieść swoje maszyny do szycia, potrzebne przybory i materiały, początkowo mieli sami się żywić, a Bock obiecał im pełne wyżywienie po sprzedaży gotowych ubrań. Zgłosiło się kilkunastu krawców. Szyli garnitury dla organizatorów tego przedsiębiorstwa oraz mundury dla Wehrmachtu. Ubrania przez nich wykonane sprzedawane były także w Warszawie. Obiecanego pożywienia jednak nie dostawali, pieniędzy za pracę również – wszystko zabierał Bock. Gdy któryś z krawców uskarżał się, że nie ma z czego żyć, Bock odsyłał go do getta w Warszawie, a maszynę sprzedawał. Gdy już ostatniego Żyda odesłano do Warszawy, przedsiębiorstwo zlikwidowano. Pruszkowianie podejrzewali, ze Bock zabijał krawców w ogrodzie Potulickich, za stawem, gdyż nie chciało mu się organizować transportu do Warszawy, gdzie również byli przeznaczeni na śmierć.

Ogród Potulickich wspomina Tadeusz Jakubowski, który jako dziecko bawił się w jego pobliżu. Pewnego dnia jego koledzy nieopatrznie znaleźli się na lewym brzegu Utraty, leżącym na terenie parku. Zostali zatrzymani przez strażników. Niemcy kazali im się rozebrać do naga, a następnie przegonili ich po pobliskich krzakach pokrzyw. Cali w bąblach wrócili do domów.

 

Punkt O: Figura Matki Boskiej

Zabytkowa figura pierwotnie stała w zagłębieniu ogrodzenia parku Potulickich (u wylotu ul. Kościuszki). Została usunięta w końcu 1941 roku przez Niemców, a w jej miejscu okupanci umieścili tablicę z hasłami nazistowskimi i swastykami. Na to wydarzenie szybko odpowiedzieli harcerze z zastępu „Dębczaków”, którzy zdjęli tabliczkę i ją zniszczyli. Ponadto zaczęli rozpowszechniać wśród mieszkańców Pruszkowa ulotki z wizerunkiem „Matki Boskiej Wysiedlonej” i modlitwą o charakterze patriotyczno-wojennym. Przedstawienie Matki Boskiej było bardzo wymowne – osłaniała swoim płaszczem tulących się do niej dorosłych i dzieci, a w ręku trzymała laskę zakończoną kotwicą, symbolem Polski Walczącej. Tekst modlitwy rozpoczynał się od słów:

„Pod Twoją obronę uciekamy się

Matko Boża Wysiedlona

Ze swojej siedziby w Pruszkowie

Przez okrutnego Niemca.

Uciekamy się my wysiedleni,

Bezdomni, opuszczeni,

Skazani na głód, poniewierkę… (…)”

Matka Boska Wysiedlona zyskała nowy dramatyczny wymiar w okresie exodusu Warszawy, kiedy tysiące mieszkańców stolicy trafiło do obozu przejściowego Durchgangslager 121 w Pruszkowie. Ulotkę z jej wizerunkiem rozdawano wypędzonym i umęczonym warszawiakom.

Innym przykładem okupacyjnej religijności było kolportowanie ulotki z wizerunkiem św. Barbary i napisem: „św. Barbaro miej w swej opiece ludzi podziemia” oraz tekstem litanii.

Obecnie figura z ogrodzenia majątku Potulickich, stoi obok kościoła św. Kazimierza w specjalnie wybudowanej grocie.

 

Punkt P: Mur Parku Potulickich, publiczna egzekucja

4 lub 9 grudnia 1943 r. Niemcy urządzili pod murem ogrodu Potulickich publiczną egzekucję dużej grupy więźniów przywiezionych z Warszawy. Spędzili w tym celu przechodniów z ulicy Bolesława Prusa i na ich oczach rozstrzelali więźniów.

Żandarmi przyjechali z Warszawy kilkoma samochodami. Według relacji świadków skazańcy schodzili powoli po schodkach przystawionych do ciężarówek. Mieli związane z tyłu ręce i usta zawinięte opaską. Poruszali się powoli i wydawali się obojętni na rzeczywistość, jakby byli odurzeni jakimiś środkami. Ustawiani byli pod murem parku po czterech, gdyż tylu było strzelających żandarmów. Ciała zabitych odnoszono do innego ciężarowego samochodu, w którym podłoga była wysypana trocinami.

Niemcy chcieli tym wydarzeniem zastraszyć i sterroryzować mieszkańców Pruszkowa, ale bezskutecznie. Zaraz po odjeździe Niemców grupa harcerzy z drużyny „Bojowe Szkoły” złożyła w miejscu egzekucji znicze i kwiaty. Na chodniku i w rynsztoku była zakrzepła krew, a na murze wyżłobione ślady niemieckich kul. Po wojnie majątek Potulickich znacjonalizowano, a mur otaczający park rozebrano. Pozostawiono jednak niewielki fragment z miejscem egzekucji. Był to najbardziej wymowny pomnik w Pruszkowie. Podczas poszerzania ulicy Prusa autentyczny fragment muru został zniszczony. Postawiono nowy pomnik, przesunięty kilka metrów w stronę parku. Niestety nie zachowano ani jednej cegły ze starego muru.

Masowych egzekucji było w Pruszkowie więcej. Odbywały się na przykład na Gliniankach żbikowskich, w starej cegielni, w żwirowni przy ul. Lipowej. Ich nasilenie było w 1943 roku.

 

Punkt Q: Kościuszki 47, Biblioteka Miejska (na rogu Daszyńskiego)

Biblioteka Miejska mieściła się w domu Jana Szczepkowskiego przy ul. Kościuszki 37 (dziś 47 – obecnie stoi tu nowy blok). Działała długo bez przeszkód. W lipcu 1940 wprowadzono zarządzenie naczelnika powiatu o zakazie wypożyczanie książek Żydom. Przy okazji zalecono sporządzić listę osób, które nie zwróciły książek i zalegały z opłatą abonamentu. Zachowała się lista dwunastu takich osób. W kwietniu 1941 Niemcy kazali zamknąć bibliotekę do czasu usunięcia z księgozbioru wszystkich książek „antyniemieckich i emigracyjnych”. Kierowniczka biblioteki Jadwiga Chmielewska spodziewała się tego i już wcześniej ukryła w prywatnych domach książki, które mogły zostać uznane za wrogie Rzeszy. W listopadzie usunięto 105 książek i odesłano je do Warszawy. Mimo to biblioteka nie została ponownie otwarta.

Punkt R: Szkoła Powszechna im. T. Kościuszkii

Historia tej szkoły sięga 1895 r., kiedy założono szkołę elementarną z inicjatywy Antoniego Potulickiego, potem wybudowano ceglany budynek, który obecnie jest skryty wewnątrz korpusu głównego. Uczniowie szkół powszechnych nosili charakterystyczne czapki, po których można było poznać, do jakiej szkoły chodzą – ci z Kościuszki mieli granatowe rogatywki. Z nastaniem okupacji funkcjonowała tu szkoła powszechna, Niemcy nie zakazali jej działalności. Pozwolili na działalność 7 szkół powszechnych w Pruszkowie. Wszystkie szkoły zachowały odrębność, ale zmieniono ich nazwy. Szkole powszechnej im. Kościuszki nadano (zamiast patrona) numer 3. Na wiosnę 1941 roku wyrzucono stąd dzieci, a budynek zajęło wojsko. Lekcje odbywały się w różnych lokalach zastępczych (ciągłe przeprowadzki były bardzo uporczywe). Z zachowanych okupacyjnych dzienników lekcyjnych dowiadujemy się, że lekcje często odwoływano – z powodu braku opału lub zajęcia lokalu. W programie szkolnym było 8 przedmiotów: religia, j. polski, arytmetyka, nauka o przyrodzie, rysunek, zajęcia praktyczne, śpiew, ćwiczenia cielesne. Nie było historii, geografii, literatury polskiej. Nie używano podręczników, do nauki czytania i dostarczania wiedzy o świecie miał służyć miesięcznik „Ster”, który szkoły miały obowiązek prenumerować. Pismo to było pełne propagandy.

Dyrektora tej szkoły, Władysława Mazurkiewicza Tajna Organizacja Nauczycielska w Warszawie mianowała pełnomocnikiem do spraw tajnego nauczania w Pruszkowie i okolicy. Później szkolnictwem zajmował się Departament Oświaty i Kultury Delegatury Rządu RP, na szczeblu powiatu była Komisja Oświaty i Kultury, w której również pracował Mazurkiewicz. Oprócz tych funkcji był również wiceprezesem RGO i organizował pomoc dla więzionych w obozie Dulag 121 warszawiaków.

Punkt S: Gmach „Sokoła” – prowizoryczny szpital

W połowie września 1939 r. miało miejsce starcie sił polskich i niemieckich pod Ołtarzewem. 2 dywizja Piechoty Legionów Polskich usiłowała się przebić z Błonia do Warszawy wzdłuż szosy poznańskiej, korzystając ze wsparcia wysłanej z Modliła 8 Dywizji Piechoty. 13 września, po wycofaniu się 8DP pozostali żołnierze doszli do Ołtarzowa, zadając po drodze poważne straty oddziałom SS-Leibstandarte Adolf Hitler. Po południu do akcji wkroczyła jednak 4 Dywizja Pancerna i po ciężkim boju odrzuciła Polaków na północ. Pod osłoną nocy 2DP Leg. dotarła przez Puszczę Kampinoską do Modliła a ranni pozostali na polach w pobliżu Ołtarzewa. Niemcy zajęli się tylko swoimi żołnierzami. Poszkodowanych polskich żołnierzy postanowiono sprowadzić do prowizorycznych szpitali, gdyż nie było miejsc w pruszkowskich szpitalach na Wrzesinie, w Tworkach i na ul. Pięknej. Jeden z polowych szpitali zorganizowano w gmachu Sokoła – w dwóch poczekalniach i w dużej sali kina „Sokół”. Okoliczni mieszkańcy najpierw wyszorowali i wydezynfekowali pomieszczenia, a potem przynosili potrzebne rzeczy. Anna Pawełczyńska, uczestniczka tamtych wydarzeń, zapisała w notatniku:

„W ciągu jednego dnia ludność Pruszkowa dostarczyła wszystkiego: łóżek, sienników, pledów, poduszek, bielizny i pożywienia”.

Przywożeniem żołnierzy zajmowali się wozacy, zorganizowani przez kierowniczkę miejscowej księgarni, Marię Bednarską. Samochody ciężarowe wysłał również dyrektor Elektrowni, inżynier Wolff. Rannymi zajmowali się lekarze oraz chętne dziewczęta jako sanitariuszki. Anna Pawełczyńska tak opisuje swoje przeżycia:

„ Pracuję tu razem z moimi koleżankami z dawnej klasy gimnazjalnej Tomasza Zana – Ewą, Halą. Ranni pokryci skrzepami zaschniętej krwi. Długo czekali na pomoc. W ranach zdarzają się robaki […] Obmywamy ich. Teraz po opatrunkach leżą i odpoczywają w sali kinowej. Niektórzy umierają […] Kilku ubyło, na ich miejsce przywożą dziesiątki następnych. W ciągu trzech dni zwieziono 138 rannych. Sami młodzi do 19 lat. Rzadko trafia się straszy.”

Do 8 września 1939 na wieży był punkt obserwacyjno-meldunkowy obrony przeciwlotniczej rejonu Warszawy, połączony ze stolicą linią telefoniczną. Od 1940 pruszkowska delegatura Rady Głównej Opiekuńczej – legalnie działająca, zrzeszająca wszystkie organizacje społeczne – miała w pałacyku swoja siedzibę.

Ze względu na bardzo małą rozdzielczość ekranu urządzenia na którym przeglądasz stronę, komentarze zostały ukryte.

Komentarze:

  • Biblioteka Miejska mieściła się przy ul. Kościuszki 47

  • Dodaj komentarz

    Wymagane pola to: Podpis oraz adres e-mail. Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany.