Ludzie dawnego Pruszkowa

Informacje o trasie:

10 grudnia 2012
Szymon Kucharski
140 minut
3,5 km

Słynni poeci, naukowcy, żołnierze, księża czy przedsiębiorcy, których sława wybiegła nieraz bardzo daleko poza granice naszego miasta. Kim byli i gdzie mieszkali najsłynniejsi mieszkańcy Pruszkowa? Zapraszamy na spacer śladami osób znanych i zasłużonych nie tylko dla naszej społeczności.

Punkt A: Dworzec kolejowy

Spacer zaczynamy pod głównym wejściem do dworca PKP. Po jego obu stronach wiszą dwie tablice pamiątkowe. Upamiętniają poległych bojowników ruchu oporu, walczących o wolność swojego kraju, choć stojących na krańcowo różnych pozycjach ideologicznych.

Starsza tablica upamiętnia wcześniejsze zdarzenie, związane z działalnością Gwardii Ludowej. Oficer dowództwa Okręgu GL Warszawa-Lewa Podmiejska, por. Stefan Jodłowski (1907-1943) miał się udać na inspekcję oddziału, w lasach jaktorowskich. Wraz z nim jechała łączniczka, Władysława Beck (1911-1943), która miała dostarczyć lampy radiowe, medykamenty i granaty. Nim wsiedli do pociągu, zostali zaatakowani przez gestapo – Jodłowski był już ścigany listem gończym za udział w napadzie na kasę Zakładów Żyrardowskich i wykonanie wyroku na tamtejszym szefie NSDAP. Jodłowski zginął na miejscu; ciężko rannej Beck udało się uciec. Zmarła dzień później.

Nowsza tablica upamiętnia sierż. pchor. Stanisława Bema (1919-1945). Przed 1939 r. mieszkał on w Krakowie, gdzie był aktywnym działaczem ZHP. Po wybuchu wojny wstąpił w szeregi Armii Krajowej. Dane mu było przeżyć wojnę, by wkrótce po jej zakończeniu, zginąć na pruszkowskim peronie kolejowym z ręki radzieckiego oficera NKWD.

Punkt B: Fabryka ołówków

Drugim naszym przystankiem jest placyk przed wjazdem na teren fabryki ołówków, koło figury Matki Boskiej, przy ul. Ołówkowej.

Pruszkowska fabryka ołówków związana jest z rodziną Majewskich. Jej założycielem był inżynier Stanisław Majewski (1860-1944), który ukończył petersburską Politechnikę, by podjąć pracę w niewielkiej warszawskiej fabryce chemicznej, prowadzonej przez jego ojca. W 1889 r. rozpoczął tam produkcję ołówków – jako pierwszy w Królestwie Polskim. W 1894 r. przeniósł firmę do Pruszkowa, wykupując (do spółki z Józefem Zaborskim i Stanisławem Starzeńskim) zabudowania starej, nieczynnej giserni. Zakład rozbudowano, a Towarzystwo Akcyjne Fabryk Ołówków „St. Majewski i s-ka” stało się potentatem w swojej branży. Dla miasta Majewski zasłużył się też jako społecznik – z jego inicjatywy powstała szkoła powszechna dla dzieci robotników, jak również biblioteka przyfabryczna (następnie – miejska); finansował też inwestycje takie, jak brukowanie ulic. W czasie pierwszej wojny światowej Pruszków leżał przez kilka tygodni na linii frontu, jednak ostrzał artyleryjski uszkodził jedynie Fabrykę Ołówków. Podejrzewano, że była to celowa akcja niemieckich oficerów artylerii – w cywilu pracowników konkurencyjnej firmy „Faber-Castell” z Norymbergi.

Odbudowę i modernizację zakładu przeprowadził syn Stanisława, inżynier górnictwa (!) Leszek Majewski (1889-1961). Jego ojciec został w tym czasie posłem na Sejm RP, a następnie zajął się działalnością publicystyczną i popularnonaukową. Na terenie fabryki powstała willa właścicieli – dziś, niestety, już nieistniejąca. Produkowany w Pruszkowie asortyment, poszerzony o inne artykuły biurowe, odnosił ogromne sukcesy na rynku krajowym i na świecie, zdobywając liczne nagrody.

Podczas II wojny światowej Majewski zajmował się nie tylko fabryką, lecz również działalnością społeczną – sfinansował wystrój prezbiterium pruszkowskiego kościoła. Nie szczędził też pieniędzy na wykupywanie pracowników z rąk gestapo, a po utworzeniu Dulagu 121 był jednym z głównych organizatorów pomocy dla wypędzonych Warszawiaków. Za jego cichym przyzwoleniem, w fabryce działała też podziemna rusznikarnia.

W pobliskiej kamienicy nr 5 mieszkał Tadeusz Żenczykowski (1907-1997). Zasłużył się jako organizator i pierwszy komendant Związku Strzeleckiego w Pruszkowie. Z wykształcenia prawnik, pracował jako urzędnik państwowy, zaś w 1938 r. został najmłodszym posłem do Sejmu RP. Przypadło mu być ostatnim mówcą na ostatnim posiedzeniu sejmowym 3 września 1939 r. W czasie wojny wstąpił w szeregi AK, gdzie w Biurze Informacji i Propagandy kierował akcją propagandy antyniemieckiej i antykomunistycznej. Po wojnie wyemigrował. Na obczyźnie pracował jako redaktor, a następnie wicedyrektor Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa.

Po drugiej stronie ulicy, pod numerem 14, stoi ceglana, piętrowa kamienica. W dzieciństwie, mieszkał w niej Jan Lechoń (Leszek Serafinowicz; 1899-1956). Tu powstawały jego pierwsze wiersze, wydane staraniem ojca w tomiku pt. „Na złotym polu”. W późniejszym okresie, wraz z Jarosławem Iwaszkiewiczem, Antonim Słonimskim, Julianem Tuwimem, i Kazimierzem Wierzyńskim utworzył grupę poetycką „Skamander”. W okresie międzywojennym wydał dwa tomiki poezji i opublikował liczne, rozproszone wiersze. Od 1930 r. przebywał w Paryżu, jako attaché kulturalny ambasady polskiej. Po wojnie pozostał na emigracji. Do Pruszkowa powracał tylko w marzeniach, wspominając miasto swego dzieciństwa w „Dzienniku”, na rok przed samobójczą śmiercią.

Punkt C: Nasz Dom

Pod numerem 14 przy ul. Obrońców Pokoju widzimy dużą, niedawno odnowioną kamienicę nr 14, z tablicą pamiątkową na ścianie frontowej.

Ma ona związek z założonym w 1918 r. przez działaczy PPS zakładem wychowawczym dla dzieci ze środowisk robotniczych „Nasz Dom”. Jego pierwszą siedzibą stała się ta właśnie kamienica, wynajęta od prywatnego właściciela. Kierowniczką zakładu została Maria (Maryna) Rogowska-Falska (1877-1944) – działaczka PPS, sybiraczka, wdowa po lekarzu-społeczniku, który zmarł, niosąc pomoc chorym w czasie epidemii tyfusu. Opiekę lekarską „Naszemu Domowi” zapewniał Janusz Korczak (Henryk Goldszmit; 1878 lub 1879-1942) który co najmniej raz w tygodniu przyjeżdżał w tym celu do Pruszkowa.

„Nasz Dom” działał w Pruszkowie do 1928 r., gdy otrzymał nowoczesną siedzibę na Bielanach. Falska prowadziła go do śmierci – doznała ataku serca, gdy Niemcy rozkazali ewakuować sierociniec z Warszawy, ogarniętej walkami powstańczymi.

Punkt D: Magistrat

Stajemy pod bliźniaczymi domami o numerach 7 i 9 przy ul. Daszyńskiego. W kamienicy nr 9, wynajmowanej od rodziny Szmaków, do 1929 r. mieścił się pruszkowski magistrat, zanim przeniósł się do większego, ale również wynajmowanego lokalu w kamienicy Eliasza Rozenowicza przy ul. Stalowej 3. Jest to więc dobre miejsce, by przypomnieć sylwetki dwóch długoletnich, przedwojennych burmistrzów naszego miasta.

W 1920 r. urząd ten objął Józef Cichecki (1888-1953). Uprzednio był sekretarzem gminy Bródno, a do Pruszkowa został przywieziony „w teczce” przez wysłanników starosty warszawskiego.

Cichecki okazał się jednak właściwym człowiekiem na właściwym miejscu – przez czternaście lat swego urzędowania dał się poznać jako solidny i sprawny urzędnik. Odchodząc w 1934 r. na analogiczne stanowisko w Wołominie, pozostawił jednak po sobie pewien niesmak – wytoczył Pruszkowowi proces o niewłaściwie naliczane składki emerytalne. Sprawę tę wygrał, zmuszając magistrat do znaczącego uszczuplenia budżetu.

Przez ostatnie pięć przedwojennych lat burmistrzem Pruszkowa był natomiast Stanisław Gruszczyński (1880-1943) – działacz PPS, senator RP, który podobny urząd pełnił w Kutnie, Tomaszowie Maz. i Ostrogu. We wrześniu 1939 r. opuścił on Pruszków i przedostał się do Lwowa, gdzie przetrwał okupację sowiecką. Po zajęciu miasta przez Niemców, w swoim mieszkaniu ukrywał żydowskiego chłopca. Podczas gestapowskiej obławy próbował wydostać się z drugiego piętra przez okno, ale spadł i zginął na miejscu. Pochowano go na Cmentarzu Łyczakowskim, zaś na pruszkowskim cmentarzu parafialnym, na grobowcu rodzinnym, umieszczono jego symboliczne epitafium.

Na ścianie kamienicy nr 7 wisi zaś tablica upamiętniająca podpułkownika Edmunda Rzewuskiego (ps. „Jan Krzywda”, „Paweł”; 1897-1954). W czasie drugiej wojny światowej był on organizatorem pruszkowskich struktur Państwa Podziemnego, a następnie dowódcą tutejszego VI Rejonu AK „Helenów”, wchodzącego w skład VII Obwodu AK „Obroża”. Rzewuski, zawodowy oficer Wojska Polskiego, przyjechał do Pruszkowa już w czasie wojny. Dowodząc Rejonem AK, pracował oficjalnie jako stróż w pruszkowskiej Elektrowni. Po upadku Powstania przeniesiony został do Piotrkowa, na stanowisko szefa sztabu tamtejszego Rejonu AK. Tam też został aresztowany przez UB jeszcze przed końcem wojny. Po opuszczeniu więzienia zamieszkał wraz z rodziną w Gliwicach.

Punkt E: Zan

Kamienica przy ul. Daszyńskiego 3, wzniesiona została jeszcze przed pierwszą wojną światową przez pruszkowskiego piekarza Władysława Darko (1883-1981). Piekarnia mieściła się na tyłach domu mieszkalnego, w częściowo już wyburzonych oficynach (na jednej zachował się jeszcze wysoki komin).

Po drugiej stronie ulicy, pod numerem 6, znajduje się siedziba Liceum Ogólnokształcącego im. Tomasza Zana. W tym miejscu warto wspomnieć o Wacławie Prusaku (1891-1978), nauczycielu rysunków i śpiewu. Był on absolwentem petersburskiej ASP i warszawskiego konserwatorium muzycznego. W warszawskiej ASP wykładał malarstwo i rysunek. Jeszcze w okresie przedwojennym jego obrazy trafiły na wystawy, m.in. w „Zachęcie”. Z jego inicjatywy, w 1935 r. powstał unikatowy element wystroju pruszkowskiego liceum – tak zwana Sala Pompejańska. Jest to hol drugiego piętra, którego wszystkie ściany, od podłogi po sufit, pokryte są malowidłami, utrzymanymi w stylistyce antycznej. Pod kierunkiem profesora, wykonali je uczniowie liceum. Sam profesor nie ograniczał się jednak tylko do działalności dydaktycznej; w wolnych chwilach wędrował po ziemi mazowieckiej, oczywiście ze sztalugami, pędzlami i farbami. Uwieczniał też swoje miasto – kilka jego dzieł o tematyce pruszkowskiej zdobi dziś choćby wnętrza siedziby Pruszkowskiego Towarzystwa Kulturalno-Naukowego.

Spośród licznych, znanych absolwentów szkoły, wspomnijmy zaś podporucznika Norberta Juchtmana (1914-1939) – sapera, którego zadziwiające zrządzenia losu kilkakrotnie połączyły z innym oficerem Wojska Polskiego – również saperem, majorem Janem Guderskim (1894-1962). Przed 1918 r. Guderski formował oddziały Polskiej Organizacji Wojskowej w Pruszkowie, Utracie (Piastowie) i Brwinowie. Obaj panowie mogli minąć się nieraz już na pruszkowskim dworcu, gdy pierwszy z nich dojeżdżał do liceum pociągiem z Czechowic (Ursusa), zaś drugi, przeprowadziwszy się do Warszawy, odwiedzał mieszkających w Pruszkowie rodziców i młodszego brata. Po ukończeniu Szkoły Podchorążych Saperów, Juchtman otrzymał swój pierwszy przydział do 8. batalionu saperów w Toruniu, w którym Guderski był zastępcą dowódcy. Na krótko przed wojną Guderski otrzymał od gen. bryg. Władysława Bortnowskiego rozkaz zaminowania strategicznych mostów na Wiśle w Tczewie, przez które biegło, bardzo ważne dla Niemców, najkrótsze połączenie Berlina z Królewcem. Rankiem 1 września 1939 r. mosty te wysadził Juchtman, od kilku tygodni stacjonujący w Tczewie ze swoim plutonem saperów. Wycofując się stamtąd na południe, eskortował złoto Banku Polskiego, ewakuowane z Torunia. Poległ 22 września pod Łomiankami i pochowany został na tamtejszym cmentarzu. Tymczasem Guderski został wzięty do niewoli po kapitulacji Warszawy, a po wojnie zamieszkał w Łomiankach, skąd pochodziła jego żona. Po śmierci spoczął w grobowcu rodzinnym, z którego, gdyby nie drzewa, widać byłoby nieodległą mogiłę Juchtmana...

Punkt F: Pałac Sokoła

Potoczna nazwa Pałacyku wywodzi się oczywiście od Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, którego pruszkowskie gniazdo było głównym najemcą tego obiektu w okresie międzywojennym.

Zasłużonym prezesem pruszkowskiego gniazda był Stanisław Węgliński (?-1929). Pod jego kierownictwem, przekształcono pałac i otaczający go park w tętniący życiem ośrodek kultury i sportu przedwojennego Pruszkowa.

Niepozorna żelbetowa waza, stojąca przed bocznym wejściem do pałacu, to jedyne zachowane w przestrzeni publicznej naszego miasta dzieło Henryka Kalety (1913-1939). Był on absolwentem technikum kolejowego, oficerem saperów (w rezerwie), członkiem „Sokoła”, amatorsko zaś zajmował się rzeźbą i malarstwem. Zmobilizowany w 1939 r., objął dowództwo plutonu saperów. 18 września, na czele swego oddziału, przez cały dzień bronił przed nacierającymi wojskami niemieckimi przeprawy przez Wieprz pod Dorohuczą. Gdy z plutonu pozostało już tylko dwunastu ludzi, a amunicja skończyła się, Kaleta rozkazał oddziałowi poddać się. Jednak rozwścieczeni Niemcy wszystkich jeńców na miejscu zamordowali.

Nieco dalej – przy ul. Chopina 12 – stoi kamienica, w której od końca lat trzydziestych mieszkał inny aktywny członek „Sokoła”, poligraf Stefan Szeppe (1885-1977). Do naszego miasta przyjechał w 1920 r. i od razu zaangażował się w działalność społeczną i wydawniczą. Wydawał „Głos Pruszkowa” i „Echa Podmiejskie”; był współinicjatorem wprowadzenia prohibicji w Pruszkowie. W czasie drugiej wojny światowej, jako żołnierz AK, drukował wydawnictwa konspiracyjne. Po wojnie władza ludowa odebrała mu drukarnię – pracował wówczas jako opiekun społeczny i prowadził działalność publicystyczną.

Punkt G: Niecała

Na rogu ul. Drzymały, na ścianie kamienicy nr 10, wisi kolejna tablica pamiątkowa.

W domu tym mieszkał, wraz z rodziną, pułkownik Bronisław Chajęcki (1902-1953). Jeszcze przed pierwszą wojną światową wstąpił do pruszkowskiego harcerstwa. Po śmierci rodziców przejął na siebie ciężar utrzymania piątki młodszego rodzeństwa. Pracował wówczas jako wychowawca w jednej z pruszkowskich burs. Ukończył szkołę podchorążych oraz seminarium nauczycielskie i na krótko rozstał się z Pruszkowem, pracując jako nauczyciel w Otwocku Wielkim, Grodzisku Maz. (równolegle był wówczas komendantem błońskiego hufca ZHP) i w Warszawie. Tam też znalazł nową pracę, jako urzędnik Magistratu. Prezydent Stefan Starzyński mianował go swoim delegatem na dzielnicę praską. Na stanowisku tym pozostał podczas obrony miasta we wrześniu 1939 r. i podczas niemieckiej okupacji. Zaangażował się w działalność konspiracyjną i objął komendę Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa, czyli policji Podziemnego Państwa Polskiego. Wziął udział w Powstaniu Warszawskim, po czym uciekł z niewoli i ukrywał się w Pruszkowie. Po wojnie zgłosił się do Wojska Polskiego. W 1948 r. został aresztowany i na kilka lat wszelki słuch po nim zaginął. Dopiero w 1952 r. rodzina dowiedziała się, że jest przetrzymywany w więzieniu i ciąży na nim wyrok śmierci. Wyrok ten wykonano w 1953 r., ale rodzinę poinformowano o tym fakcie dopiero trzy lata później. Do dziś nie wiadomo, gdzie pochowano (czy raczej ukryto) jego zwłoki.

Z tym rejonem Pruszkowa, związane jest natomiast humorystyczne wydarzenie z okresu międzywojennego. Pewnego letniego dnia, grupa kolegów zauważyła stojący przy świeżo wznoszonym domu wóz z cegłami, zapewne przygotowanymi na kolejny dzień pracy. Od słowa do słowa, młodzieńcy zdjęli cegły z wozu, wóz rozmontowali na części, a następnie przywrócili wszystko do stanu pierwotnego – tyle, że po wniesieniu na pierwsze piętro budowanego domu. Nazajutrz rano, dozorca cokolwiek się zdumiał, widząc dyszel wozu, sterczący przez okno na piętrze i głośno zaklinał się, że całą noc był na miejscu...

Jednym z tych, którzy spędzili ową letnią noc, chodząc po rusztowaniach, był Henryk Krzyczkowski (1914-2010) – z wykształcenia chemik, z zamiłowania – kronikarz naszego miasta. Jego dzieła są podstawową lekturą dla każdego, kogo interesuje przeszłość Pruszkowa. Książka „Dzielnica Milionerów” opisuje przedwojenne pruszkowskie „city”, czyli niezbyt reprezentacyjne dziś okolice ul. Stalowej, gdzie przed wojną budowali swe kamienice pracownicy i udziałowcy Fabryki Obrabiarek. „W cieniu Warszawy” obejmuje okres okupacji niemieckiej, zaś „Inna Ojczyzna, inne miasto, inni ludzie” – pierwsze lata Polski Ludowej.

Punkt H: Zegarmistrz

W przyziemiu bloku przy Al. Wojska Polskiego 25 mieści się jeden z najstarszych pruszkowskich zakładów rzemieślniczych (o ile nie najstarszy) – zegarmistrzowski, założony w 1947 r. i nieprzerwanie do dziś pozostający w rękach rodziny Górskich. Syn założyciela, Marek Górski skonstruował zegar, zainstalowany na wieży odbudowywanego Zamku Królewskiego w Warszawie, zaś nasze miasto zawdzięcza mu zegar na wieży pałacu „Sokoła”. Pruszkowski zegar odmierza też czas w polskim kościele św. Józefa na wiedeńskim wzgórzu Kahlenberg, z którego w 1683 r. król Jan III Sobieski dowodził zwycięską bitwą.

Punkt I: Fotograf

Zatrzymujemy się na rogu ulic Sprawiedliwości i Prusa. Widoczna stąd piętrowa kamienica pod numerem 21 mieściła atelier fotograficzne Dawida Abramowicza (?-ok. 1942). W wielu pruszkowskich rodzinach do dziś ocalały odbite na tekturze zdjęcia, zaopatrzone w sygnaturę tegoż fotografa.

Abramowicz prawdopodobnie, był też najstarszym znanym autorem pocztówek z widokami Pruszkowa, wydawanych tuż przed pierwszą wojną światową w Łodzi, przez firmę „G. Baer i s-ka”. Na pocztówkach tych (jak dotąd, zidentyfikowano ich osiem), opisanych charakterystyczną, bezszeryfową czcionką, uwieczniony został wygląd naszego miasta sprzed stu laty.

Punkt J: Kościelna

Przy ul. Kościelnej, mniej-więcej na wysokości odchodzącej w lewo ul. Potulickiego powinniśmy dostrzec płytę chodnikową, różniącą się znacząco od pozostałych.

Położenie jej tutaj, w latach sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych, było aktem odwagi ze strony anonimowych pruszkowskich robotników, mających własny rozum i wyraźnie nie darzących sympatią Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Ryzykiem było już samo wykonanie w betoniarni trwałego napisu, zrównującego przewodnią siłę narodu z kobietą lekkich obyczajów. Brukarz mógł mieć wszak inne zdanie na ten temat, i zameldować, komu trzeba, że wśród świeżo dostarczonych płyt znajduje się jedna nietypowa. Mógł się też przestraszyć i położyć ją napisem do ziemi.

Chodnik, na którym stoimy, przylega do płotu przedszkola. Jednak w okresie, gdy pojawił się omawiany powyżej napis, za płotem stały ceglane zabudowania Fabryki Ultramaryny. Jej ostatnim przedwojennym kierownikiem był Karol Siemiatycz (?-1944). Firma prosperowała znakomicie, więc Siemiatycza stać było na wystawienie sobie przy ul. Kraszewskiego 21 okazałej willi. Przed willą urządził sadzawkę, a w niej – fontannę w kształcie bociana. Dom zaczęto nazywać więc „Pod Bocianem”. Siemiatycz był jednak z pochodzenia Żydem, więc z chwilą wybuchu wojny stracił cały majątek, a jego życie zawisło na włosku. Niemcy zajęli fabrykę, a w willi ulokował się posterunek żandarmerii. Z pomocą Siemiatyczowi przyszedł znajomy z Pruszkowa, wspomniany już Stefan Szeppe, który ukrył go w swej warszawskiej drukarni, umożliwił skromny zarobek i wyrobił fałszywe dokumenty. Siemiatycz nie dożył jednak końca wojny – po wypędzeniu z Warszawy, osłabiony i schorowany, zmarł w szpitalu w Grodzisku Mazowieckim.

Punkt K: Kościół

Zatrzymujemy się pod pruszkowskim kościołem parafialnym pw. św. Kazimierza przy ul. Berenta.

Jego architektem był Czesław Domaniewski (1861-1936) – profesor Politechniki Warszawskiej, twórca m.in. warszawskiego szpitala na Lesznie i szeregu dworców kolejowych. Zmarł on tuż przed ukończeniem zasadniczych robót – pierwszą mszę w ukończonej bryle kościoła odprawiono więc za spokój jego duszy. Ale Domaniewski pozostawił po sobie w Pruszkowie jeszcze inne dzieła. Bodaj najbardziej znanym jest budynek zarządu Warsztatów Kolejowych, z racji neogotyckiej architektury przezwany „kolegiatą” (ponoć zaraz gdy powstał, przyjezdni czynili na jego widok znak krzyża, sądząc, że oto Żbikówek dorobił się własnej parafii).

Zachowaną w całości, ale niemal zupełnie nieznaną szerszemu ogółowi pruszkowską realizacją Domaniewskiego jest też gospodarstwo ogrodnicze rodziny Hoserów przy ul. Żbikowskiej.

Z pruszkowską parafią związane są także nazwiska dwóch długoletnich proboszczów – Edwarda Tyszki (1887-1966) i Jana Górnego (1912-2011). Pierwszy z nich, w okresie przedwojennym był wielokrotnie wybierany na radnego miejskiego; dzięki jego inicjatywie udało się sprawnie i szybko sfinalizować budowę kościoła oraz urządzić plebanię. W czasie wojny stanął na czele pruszkowskiej delegatury Rady Głównej Opiekuńczej, będącej legalnie działająca instytucją charytatywną. Na stanowisku tym zasłużył się zwłaszcza przy niesieniu pomocy warszawiakom, wypędzonym z miasta w 1944 r. i osadzonym w obozie Dulag 121.

Staraniem drugiego proboszcza kościół zyskał bogaty wystrój wewnętrzny – ołtarze, witraże, marmurową posadzkę, ławy i konfesjonały. Na wieżach zainstalowano strzeliste hełmy, przez co świątynia przyjęła ostatecznie pierwotnie projektowany kształt. Po drugiej stronie ul. Kościelnej wzniesiono okazały dom katechetyczny. W nim ks. Górny dożył swoich dni – jako emerytowany proboszcz, zajmował tam małe mieszkanie na ostatnim piętrze.

W pracy nad ozdabianiem wnętrz kościoła wziął udział cały szereg znakomitych artystów. Bodaj najbardziej znanymi była para małżeńska – Zygmunt Kamiński (1888-1969) i Zofia Trzcińska-Kamińska (1890-1977). Kamiński był profesorem Politechniki Warszawskiej, a jedno z jego dzieł zna każdy Polak – jest on bowiem autorem aktualnie obowiązującego opracowania graficznego Orła Białego, jako herbu naszego kraju. Trzcińska-Kamińska była zaś w młodości... ułanem Legionów Polskich, dokąd zdołała się zaciągnąć w męskim przebraniu, jako Zygmunt Tarło. Jej dziełem (prawdopodobnie jednym z ostatnich, gdyż ukończonym już po jej śmierci) są witraże z Jezusem i apostołami, umieszczone w rozecie nad głównym wejściem. Wspólnym dziełem obojga artystów są stacje drogi krzyżowej, zaś jako współautorzy, brali oni udział w projektowaniu i wykonaniu ołtarza Serca Pana Jezusa oraz konfesjonałów.

Niewiele osób wie, że ulica, do której frontem zwrócony jest kościół, nie upamiętnia bynajmniej pisarza Wacława Berenta, ale przedwojennego pruszkowskiego wiceburmistrza, Stanisława Berenta (1888-1933). Tenże zwolennik PPS-Lewicy został w niewyjaśnionych okolicznościach zatłuczony pałkami i zastrzelony pod swoim domem przy ul. 3 Maja (dziś – Majowej). Najprawdopodobniej, była to kulminacja wewnątrzpartyjnych porachunków.

Punkt L: Park

Stojąc na skraju pruszkowskiego parku, spójrzmy na drugą stronę ul. Prusa. Stoją tam dwie kamienice (nr 34 i 32), flankujące wlot ul. Niecałej.

Po lewej stronie, pozbawiony dziś jakichkolwiek cech stylowych, budynek nr 34 mieścił aż do drugiej wojny światowej sklep kolonialny Stanisława Timmego. Tenże kupiec, pełnił również obowiązki radnego miejskiego i prezesa pruszkowskiego koła Stowarzyszenia Kupców Polskich. W czasie drugiej wojny światowej współtworzył legalną „Hurtownię Zaopatrzenia m. Pruszkowa i okolic”, mającą za zadanie koordynować zakup produktów rolnych z okolicznych wsi na potrzeby miasta. W konspiracji zaś przechowywał w sklepie wojskowe zapasy żywności, przygotowane na wypadek wybuchu powstania.

Biała kamienica nr 32 po prawej stronie to najstarsza pruszkowska apteka, założona w 1890 r. przez magistra farmacji Józefa Bielawskiego (1866-1925), który równolegle był również radnym miejskim. Jego syn, Jan Bielawski, poszedł w ślady ojca i od 1906 r. prowadził aptekę na Żbikówku – wsławioną tym, że stanowiła ona konspiracyjny punkt kontaktowy Polskiej Organizacji Wojskowej i z niej właśnie pruszkowscy peowiacy wymaszerowali 11 listopada 1918 r. rozbrajać niemiecki garnizon (upamiętnia to stosowna tablica).

Z parku widać też tylną ścianę i oficyny kamienicy przy ul. Prusa 13. Tutaj mieszkał, wraz z rodziną, kapitan Jerzy Palusiński (1912-1994). Absolwent dęblińskiej „Szkoły Orląt”, zmobilizowany w 1939 r. jako pilot 111. eskadry myśliwskiej broniącej Warszawy, zestrzelił 1 września niemiecki bombowiec, ale sam został ranny i musiał przymusowo lądować. W szpitalu wojskowym w Warszawie, 3 września osobiście udekorował go Krzyżem Walecznych Naczelny Wódz, Marszałek Polski Edward Śmigły-Rydz. Po ewakuacji warszawskich szpitali na wschód, Palusiński wpadł w ręce Armii Czerwonej, jednak zdołał uciec i przedostać się do odtwarzanego na zachodzie Wojska Polskiego. Służył m.in. w słynnym 303. dywizjonie myśliwskim, później zaś – w obsłudze naziemnej lotnictwa, przy kontroli lotów. Po zakończeniu wojny pozostał na emigracji.

Punkt M: Pałac w Parku Potulickich

Niewielki pałac z oficyną i przylegającym doń ogromnym parkiem był przez długie lata siedzibą kolejnych właścicieli Pruszkowa, z których wymienimy kilku.

Józef Czekierski (1777-1827) był lekarzem-chirurgiem, praktykującym w Warszawie. W pamięci potomnych zapisał się w 1809 r. jako współzałożyciel szkoły lekarsko-chirurgicznej, która jeszcze w tym samym roku została uznana przez państwo i przekształcona w Akademię Lekarską. W 1817 r. włączono ją w skład Uniwersytetu Warszawskiego, jako Wydział Lekarski. Dziś spadkobiercą tradycji szkoły, założonej przez Czekierskiego, jest Warszawski Uniwersytet Medyczny.

Iwan Skwarcow (?-1850) to bogaty rosyjski kupiec, który postanowił ponownie zalesić wykarczowaną pod zasiew jeszcze w średniowieczu południową stronę doliny Utraty. Drzewa, które wówczas zasadził, dały początek późniejszym trzem parkom (kolejno od strony linii kolejowej): Bersohna, Zielińskich (zwanemu „Anielinem”) i Potulickich. O potędze finansowej Skwarcowa może świadczyć fakt, że w Warszawie kupił i przebudował Pałac Saski, tworząc z niego właściwie dwie oficyny, połączone ażurową kolumnadą. W ocalałej jej części istnieje do dziś Grób Nieznanego Żołnierza.

Antoni (1856-1919) i Jadwiga (1873-1967) Potuliccy byli ostatnimi prywatnymi właścicielami pruszkowskiego majątku. Jadwiga była córką Stanisława Wołowskiego, który dał jej Pruszków w posagu. Antoni przybył zaś z Wielkopolski. Potuliccy czynnie uczestniczyli w życiu społecznym miasta, nie szczędząc pieniędzy na inicjatywy takie, jak szkoły, biblioteki czy straż ogniowa. Pod budowę kościoła parafialnego ofiarowali za darmo plac i cegły z własnej cegielni. Niestety, podczas pierwszej wojny światowej Antoni, jako obywatel Niemiec, został internowany w głębi Rosji, skąd wrócił poważnie schorowany i wkrótce zmarł. Odtąd Jadwiga w Pruszkowie pokazywała się rzadko, rezydując we własnej kamienicy w Warszawie. Po agresji niemieckiej przezornie wyjechała za granicę, jako że jedna z jej babek była Żydówką. Do Polski nie wróciła już nigdy – zmarła w Rzymie.

W okresie międzywojennym, pruszkowskim majątkiem faktycznie zarządzał krewny Potulickiej (być może wuj, jako że jej matka nosiła to samo panieńskie nazwisko), Józef Rawicz (1874-?). Była to bardzo barwna postać – weteran wojny rosyjsko-japońskiej i pierwszej wojny światowej. Na krótko przed rewolucją październikową w Rosji skierowany został jako instruktor do armii perskiej, w której organizował kawalerię i dosłużył się stopnia generalskiego, jako dowódca okręgów wojskowych, a ostatecznie – gubernator wojskowy Teheranu. Do kraju powrócił w 1921 r. i przyjęty do Wojska Polskiego w stopniu pułkownika, został kierownikiem komisji remontowej (czyli, zakupu koni dla wojska). Jego służbę przełożeni oceniali wzorowo, zwracając uwagę na niezwykłe obycie towarzyskie, wysoką kulturę i znajomość języków obcych. Po przejściu w stan spoczynku, w mundurze i przy orderach, pułkownik Rawicz uświetniał wszystkie oficjalne uroczystości w Pruszkowie; opiekował się też harcerzami. Mimo, że jego postać raz po raz przewija się we wspomnieniach starszych pruszkowiaków, ślad po nim urywa się w latach trzydziestych.

W pałacowej oficynie mieści się Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego. Twórcą tej placówki muzealnej i w ogóle, odkrywcą Mazowieckiego Centrum Metalurgicznego, działającego od II w. p.n.e. do III w n.e., był Stefan Woyda (1938-2006). Głównie dzięki uporowi dyrektora, a mimo przeciwnościom losu, zaniedbana przez wiele lat oficyna mogła stać się w 1991 r. stałą siedzibą Muzeum, istniejącego wówczas formalnie już od szesnastu lat. Polska nauka pamięta go także jako inicjatora unikatowego przedsięwzięcia, nazwanego Archeologicznym Zdjęciem Polski, mającego na celu zewidencjonowanie wszystkich stanowisk archeologicznych w naszym kraju.

Punkt N: Kościuch

Zatrzymujemy się pod widocznym po prawej stronie budynku nr 38 przy ul. Kościuszki – siedzibą Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Kościuszki. Jest to wielokrotnie wprawdzie rozbudowywany, ale najstarszy, używany nieprzerwanie od przeszło stu lat, gmach szkolny w Pruszkowie.

Nadbudowę i rozbudowę szkoły w latach trzydziestych przeprowadził inżynier Władysław Świrczewski (1885-1945). Absolwent politechniki w Karlsruhe, osiedlił się w Pruszkowie zaraz po przyjeździe z Rosji w 1923 r. Znalazł pracę w Warszawskiej Dyrekcji Kolei, jako kierownik Działu Budynków i pozostał na tym stanowisku aż do wybuchu drugiej wojny światowej. Kierował budową gmachu tejże Dyrekcji na Pradze oraz sanatorium kolejarskiego w Makowie Podhalańskim. Zaprojektował i wzniósł szereg kolejowych wież ciśnień. Równolegle pracował jako asystent i wykładowca Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej; był także stałym konsultantem budowlanym pruszkowskiego magistratu. Przebudował m.in. dwie kamienice czynszowe na siedzibę liceum im. T. Zana. Na stanowisku tym przetrwał okupację, usunięty przez Niemców z Dyrekcji Kolei. Osłabł na zdrowiu, ale doceniając jego doświadczenie, jeszcze przed zakończeniem wojny, formujący się w Warszawie nowy polski rząd zaproponował mu stanowisko radcy w Ministerstwie Komunikacji. Świrczewski jednak nie zdążył go objąć – zmarł w pociągu, w drodze do stolicy.

Spójrzmy jeszcze na drugą stronę ulicy – tablica na ścianie okazałej kamienicy pod numerem 39 upamiętnia postać mieszkającego tu Bohdana Zielińskiego (1884-1962). Jeszcze w okresie międzywojennym rozpoczął on pracę w Liceum Ogólnokształcącym im. T. Zana, jako nauczyciel geografii. Gdy Niemcy zamknęli polskie szkoły średnie, Zieliński zebrał grono pedagogiczne i zorganizował tajne komplety na poziomie licealnym, kończące się konspiracyjnym egzaminem dojrzałości, składanym przed przedstawicielami konspiracyjnego kuratorium oświaty.

Punkt O: Owocowa

Właścicielem białej willi pod nr 16 przy ul. Owocowej był pruszkowski lekarz miejski, pełniący tę funkcję przez cały okres międzywojenny, specjalista-laryngolog Alojzy Fitkał (1872-1958). Był on również inspektorem zdrowia w pruszkowskich szkołach. Jego postać pojawia się w humorystycznym aspekcie we wspomnieniach przedwojennych zaniaków – wieść o spodziewanej wizycie doktora była ponoć sygnałem dla uczniów, aby przyjść do szkoły z umytymi nogami... Zważywszy na architekturę willi, zasadniczo nawiązującą do modnego w latach dwudziestych stylu dworkowego, stwierdzić można, że doktor był raczej tradycjonalistą. Pozwolił sobie jednak na odrobinę architektonicznego szaleństwa w postaci modernistycznych balustrad balkonowych (dziś, niestety, nieistniejących).

.

Punkt P: Sobieskiego-Chopina

Stajemy na rogu ulic Kościuszki i Sobieskiego. Widać stąd dobrze dwa budynki, będące okazowymi przykładami przedwojennego stylu funkcjonalistycznego.

Po prawej stronie widzimy dom przy ul. Sobieskiego 18, którego klockowata architektura dziś nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale kiedy powstawał (w 1929 r.), mógł wywoływać estetyczny szok. Dom wzniósł Józef Kwasiborski (1898-1980). Był on żołnierzem POW, przez kilka lat studiował medycynę, ale ostatecznie zrezygnował ze studiów, by oddać się całkowicie pracy społecznej. Pracował jako asystent w pruszkowskich placówkach służby zdrowia, był radnym miejskim, a wreszcie – wiceburmistrzem Pruszkowa. Zasłynął z unikatowej inicjatywy, jaką było wprowadzenie w naszym mieście, jako jedynym w Polsce, prohibicji – obowiązywała ona w latach 1929-31. Kwasiborskiego pamiętamy też jako właściciela drukarni, a przy tym redaktora i wydawcę przedwojennej pruszkowskiej prasy, z istniejącym do dziś „Głosem Pruszkowa” na czele. W czasie wojny pracował w PCK i Radzie Głównej Opiekuńczej; był również konspiracyjnym delegatem Rządu RP na województwo warszawskie (czyli, odpowiednikiem wojewody). Brał udział w Powstaniu Warszawskim. Był świadkiem aresztowania w Pruszkowie szesnastu przywódców Polski Podziemnej. Mimo to, ujawnił się i przyjęty został w skład Krajowej Rady Narodowej. Jednakże, jako aktywny, przedwojenny jeszcze działacz Stronnictwa Pracy, został wkrótce aresztowany i skazany na dożywocie. Z więzienia wyszedł po ośmiu latach i powrócił do Pruszkowa, gdzie ponownie oddał się pracy społecznej.

Zasłużonym społecznikiem był też jego brat, Franciszek Kwasiborski (1908-1990). W okresie międzywojennym również zajmował się działalnością publicystyczną i wydawniczą – redagował, istniejący do dziś, „Dzwon Żbikowa”. W czasie wojny pracował w Miejskim Komitecie Samopomocy Społecznej, a w konspiracji był oficerem kwatermistrzostwa Rejonu VI „Helenów” Armii Krajowej. Aresztowany wraz z bratem, wyszedł na wolność po zaledwie kilku tygodniach. Po wojnie kontynuował pracę społeczną, m.in. jako członek, a następnie długoletni wiceprezes Pruszkowskiego Towarzystwa Kulturalno-Naukowego. Szereg artykułów, związanych z historią naszego miasta, ogłosił na łamach „Przeglądu Pruszkowskiego”, zaś dziełem jego życia stał się „Album 750-lecia Parafii Żbikowskiej”, którego wydania, niestety, nie było mu już dane doczekać.

Na przeciwległym rogu ulicy stoi dwupiętrowa, narożna kamienica, z adresem ul. Chopina 2. Jest to wzniesiony na kilka lat przed wojną dom rodziny Zaborskich – współwłaścicieli i udziałowców Fabryki Ołówków, do dziś pozostający w ich rękach. Inżynier Józef Zaborski był współzałożycielem fabryki, zaś jego syn, Ziemomysł Zaborski (1891-1948) – długoletnim dyrektorem technicznym. Działał też społecznie, jako prezes pruszkowskich komórek organizacyjnych Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej oraz Związku Obrony Kresów Zachodnich. W czasie wojny objął zaś wiceprezesurę Miejskiego Komitetu Samopomocy Społecznej. Jego z kolei syn, Zdzisław Zaborski (ur. 1925), w czasie wojny był żołnierzem AK; po wojnie ukończył AGH i pracował jako inżynier elektromechanik. Od końca lat siedemdziesiątych jest jednym z najaktywniejszych działaczy pruszkowskiego środowiska kombatanckiego. Zebrał przeobfite archiwum relacji i dokumentów, a wyniki swoich badań opublikował w szeregu artykułów prasowych i książkach. Jest m.in. współautorem monumentalnej monografii pruszkowskiego Rejonu VI AK – „Trwaliśmy przy Tobie, Warszawo” oraz autorem obszernej monografii pruszkowskiego obozu przejściowego dla wypędzonych Warszawiaków – „Durchgangslager 121 – Niemiecka zbrodnia specjalna”.

Za domem Zaborskich, w tej samej pierzei ul. Kościuszki, stoi kamienica nr 45. Na jej frontonie widnieją splecione litery „A” i „W”. Jest to monogram właściciela, Leszka Aleksandra Wolframa (1866-1940) – znanego pruszkowskiego lekarza, który oprócz praktyki prywatnej, był także lekarzem zakładowym Fabryki Fajansu oraz Warsztatów Kolejowych. Jego córka, Izabela Wolfram (1903-1955), poszła w ślady ojca i pracowała w pruszkowskim szpitalu miejskim. W czasie wojny została zastępcą naczelnego lekarza Rejonu VI AK, kpt. dr med. Kazimierza Szupryczyńskiego. Prowadziła konspiracyjne szkolenie sanitarne i gromadziła lekarstwa oraz środki opatrunkowe na czas planowanego powstania. Przebieg zdarzeń latem 1944 r. spowodował, że przygotowane środki i wyszkolony personel, z Szupryczyńskim i Wolframówną na czele, służył pomocą setkom tysięcy Warszawiaków, zapędzonym przez Niemców do obozu Dulag 121. Po wojnie Wolframówna nadal pracowała w Pruszkowie, jako rejonowy lekarz ginekolog.

Punkt Q: Parkowa

Stojąc przy ul. Parkowej najpierw spójrzmy na drugą stronę ul. Kościuszki. Nowy dom, stojący na rogu ul. Kościuszki i Daszyńskiego, powstał w miejscu niedużej, piętrowej kamienicy z dużym ogrodem, wzniesionej przez rodzinę Rokickich. Jednak najbardziej znanym jej mieszkańcem był zięć właścicieli, Jan Szczepkowski (1875-1963). Była to postać niezwykle barwna. Wraz z Aleksandrem Janowskim współtworzył polskie krajoznawstwo i propagował turystykę pieszą w czasach, gdy taką formę spędzania wolnego czasu uważano za fanaberię. W 1901 r. odbył samotną pieszą wędrówkę z Odessy do Warszawy, odwiedzając miejsca, uwiecznione w sienkiewiczowskiej Trylogii i nadsyłając do czasopism krajoznawczych listy z podróży. Zaangażował się w działalność niepodległościową i przemycał z Austro-Węgier endecką „bibułę”. Wziął udział w walkach formacji polskich w czasie pierwszej wojny światowej i w wojnie polsko-bolszewickiej, jako oficer wojsk taborowych. Znany i powszechnie szanowany w Pruszkowie, został wybrany burmistrzem, ale urząd sprawował zaledwie kilka miesięcy. Wybory wygrał bowiem przewagą zaledwie jednego głosu, a nie chciał, by jego osoba stała się przyczyną konfliktów w Radzie Miejskiej. Podał się więc niezwłocznie do dymisji i zarządził nowe wybory. Zajął się pisaniem książek – wydał kilkanaście dzieł o tematyce podróżniczej i przygodowej, czerpiąc obficie z własnych wspomnień i przeżyć. Po wojnie opublikował liczne artykuły w „Stolicy” oraz czasopismach turystyczno-krajoznawczych.

Kolejna niezwykła historia związana była z inną kamienicą przy ul. Parkowej, gdzie na poddaszu kamienicy, sąsiadującej z siedzibą gestapo (nr 10), mieszkał Andrzej Will (1914-1992). Przedwojenny absolwent warszawskiej ASP, pod nosem niemieckiej tajnej policji tworzył ulotki i ilustracje do podziemnej prasy satyrycznej, oficjalnie pracując jako kreślarz w zajętych przez Niemców „Mechanikach”. Bodaj najbardziej znanym jego dziełem jest ulotka, przedstawiająca dwóch żołnierzy niemieckich, prowadzących pod bronią skrępowanego Jezusa, podpisana sarkastyczną sentencją „Gott mit uns” (była to pruska dewiza państwowa, umieszczana na klamrach pasów wojskowych).

Aresztowany w 1944 r., został umieszczony w obozie pracy we Wrocławiu – obsługiwał tokarki, wywiezione tam z pruszkowskich „Mechaników”. Szczęśliwie przeżył radzieckie oblężenie, a zaraz potem zajął się zabezpieczaniem ocalałych zbiorów muzealnych. Trzymał wówczas we własnych rękach rękopis „Cierpień młodego Wertera” Goethego, czy oryginalne partytury Beethovena – o czym, jeszcze po wielu latach, wspominał z ogromnym przejęciem. We Wrocławiu zdecydował się już pozostać na stałe. Współtworzył tam polskie życie artystyczne; był wykładowcą w szkołach wyższych i kierownikiem graficznym kilku czasopism. Jego rysunki pojawiały się na licznych wystawach krajowych i zagranicznych.

W niezidentyfikowanej dokładnie kamienicy, stojącej na tym odcinku ul. Kościuszki zamieszkał w 1944 r., po wypędzeniu z Warszawy, krytyk i historyk literatury, miłośnik teatru, tańca artystycznego i malarstwa, profesor Wacław Borowy (1890-1950). Od dziecka był zapalonym bibliofilem, a w dorosłym życiu udało mu się połączyć pasję z pracą zawodową. Jako absolwent polonistyki i anglistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, podjął po pierwszej wojnie światowej pracę w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. W 1928 r. został urzędnikiem Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, a dwa lata później wyjechał do Londynu, gdzie wykładał historię i literaturę polską. Od 1936 r. był dyrektorem BUW. W czasie wojny prowadził tajne nauczanie oraz dokumentację strat kultury polskiej. Po upadku Powstania brał udział w zabezpieczaniu dzieł sztuki, pozostałych w Warszawie, która w myśl hitlerowskich planów została przeznaczona do całkowitego wyburzenia. Z przywożonych obiektów selekcjonował i ukrywał te, które Niemcy gotowi byliby w pierwszej kolejności zniszczyć. Pewnego grudniowego wieczoru, można go było spotkać na zaśnieżonych ulicach Żbikowa, gdy ciągnął na saniach jakiś szczelnie opakowany ładunek. Tak właśnie dostarczył do żbikowskiego kościoła rękopisy Cypriana Kamila Norwida. Ukryte tam za zgodą proboszcza, szczęśliwie przetrwały do końca wojny.

Punkt R: Park Bersohna

Wycieczkę kończymy na skwerze w pobliżu torów kolejowych. Stare drzewa, otaczające pomnik ofiar drugiej wojny światowej, to pozostałości parku Jana Bersohna (1829-1913), warszawskiego przemysłowca, który poza posiadaniem ziemi w Pruszkowie nie zapisał się w znaczący sposób w historii naszego miasta. Jego spadkobiercy w okresie międzywojennym rozparcelowali park pod zabudowę – tak powstały ulice, które mijaliśmy przed chwilą.

Natomiast odcinek linii kolejowej między Pruszkowem a Piastowem stał się miejscem jednej ze spektakularnych akcji Organizacji Bojowej PPS. Pod wodzą Józefa Montwiłła-Mireckiego (1879-1908), 28 lipca 1906 r. dokonano napadu na rosyjski wagon pocztowy, zdobywając, ponoć zupełnie bezkrwawo, 170000 rubli w srebrze na potrzeby dalszej działalności niepodległościowej. Nie była to jedyna akcja przez niego kierowana, ale najbardziej owocna. Aresztowany przez Rosjan rok później, Mirecki został skazany na śmierć i powieszony na stokach warszawskiej Cytadeli.

Punkt S: Inne dzielnice

Nasza wycieczka nie objęła Żbikowa, Gąsina, Ostoi, Tworek i Malichów. Nie oznacza to jednak, że z innymi dzielnicami naszego miasta nie były związane i nie mieszkały tam żadne interesujące postacie.

Choćby pokrótce wspomnijmy więc: ogrodniczą rodzinę Hoserów, przybyłą z Czech przed z górą stu pięćdziesięcioma laty, od przeszło wieku mieszkającą w naszym mieście i nieustannie prowadzącą gospodarstwo ogrodnicze; Eliasza Rozenowicza (1876-1952) – wieloletniego radnego miejskiego, działacza społecznego, jak również jego wnuka – Michała Głowińskiego (ur. 1934) – teoretyka literatury, który naszemu miastu poświęcił osobną książkę i wiele miejsca w innych wspomnieniowych publikacjach; Konrada Kurca (1896-1944), pracownika pruszkowskiej Elektrowni, uczestnika nieudanego pruszkowskiego epizodu powstańczego – który, jako jedyny rozpoznany i aresztowany, nie zdradził nikogo i został zamordowany przez Niemców; Konrada Guderskiego (1900-1939), inżyniera hydrotechnika, oficera saperów, w 1939 r. – organizatora i dowódcę obrony Poczty Polskiej w Gdańsku (był on bratem wspomnianego wcześniej Jana); Aleksandra Kamińskiego (1903-1978) – wychowawcę w jednej z licznych pruszkowskich burs, twórcę i drużynowego pruszkowskich drużyn harcerskich, a następnie – komendanta pruszkowskiego hufca ZHP, w czasie wojny – redaktora „Biuletynu Informacyjnego” i autora „Kamieni na Szaniec”; Henrykę Zdanowską (1913-1994) – z wykształcenia ekonomistkę, przedwojenną członkinię i instruktorkę Przysposobienia Wojskowego Kobiet, która w czasie wojny objęła komendę nad służbą łączności Wojskowej Służby Kobiet w Rejonie VI AK, organizując sprawnie działającą sieć, liczącą 180 łączniczek; Jana Twardowskiego (1915-2006), księdza-poetę, który swą posługę rozpoczął jako żbikowski wikariusz i katecheta w szkole specjalnej.

W sposób tragiczny z naszym miastem los związał 26 marca 1945 r. szesnastu przywódców Polski Podziemnej, podstępnie zwabionych przez NKWD na Ostoję, do willi przy Al. Armii Krajowej 11, tam aresztowanych, a następnie wywiezionych do Moskwy.

Nie można również zapominać o leżących w granicach naszego miasta Tworkach, będących nie tylko placówką szpitalną, ale i znaczącym ośrodkiem działalności naukowej na polu psychiatrii. Godne upamiętnienia jest więc liczne grono tamtejszych lekarzy: Rafał Radziwiłłowicz (1860-1929), Jan Mazurkiewicz (1871-1947), Witold Łuniewski (1881-1943), Józef Handelsman (1883-1962), Feliks Kaczanowski (1904-1976), Edward Gustaw Steffen (1876-1945) i jego syn, Edward Steffen (1901-2006), jak również długoletni kapelan szpitalny, organizator parafii św. Edwarda, ks. Roman Indrzejczyk (1931-2010), który jako kapelan Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego zginął w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem.

Ze względu na bardzo małą rozdzielczość ekranu urządzenia na którym przeglądasz stronę, komentarze zostały ukryte.

Komentarze:

  • To fantastycznie, że powstała taka strona o dawnym Pruszkowie.Przeczytałam "od deski do deski" i jestem zachwycona ilością informacji. O wielu nie miałam pojęcia.
    Polecę ją za chwilę znajomym:-)

    • też się nad tym szczegf3łem zawanatsiałem. Jest jednak tylko z pozoru sprzeczny. Mogło być przecież tak, że zaprzyjaźnili sie podczas walk na tym samym odcinku frontu. Austriacy z Niemcami bili się przecież ramię w ramię.Sama przyjaźń z Bachem Zelewskim niekoniecznie dyskwalifikuję Komorowskiego jako dowf3dcę powstania. Możliwe, że właśnie ta okoliczność wpłynęła na gotowość Niemcf3w przyznania statusu jeńcf3w wojennych wziętym do niewoli uczestnikom powstania po jego upadku.

  • Na ulicy Chopina 12, dawniej Chopina 6 mieszkał i pracował od połowy lat trzydziestych do śmierci w 1977, roku Stefan Szeppe - wydawca "Echa Podmiejskie", "Głos Pruszkowa", publicysta, działacz polityczny i społeczny, właściciel warszawskiej drukarni "Estetyczna".
    Współpracował blisko z braćmi Kwasiborskimi i księdzem, dziekanem Edwardem Tyszką..
    Polecam książkę - "Stefan Szeppe - Życie i działalność" wydaną przez Bibliotekę im. Henryka Sienkiewicza w Pruszkowie. ISBN - 978-83-62144-16-7.

    • Napisz co sie stalo z Dirlewangerem, bo to jedyna pozinscea sprawa w jego zyciorysie. Oprf3cz zgwałcenia BDMadchen, bo przynajmniej nie głosowała więcej na nazistf3w.Kaminskiego zabito na pewno przed zakonczeniem PW, a jego jednostke, ktora opisal sam Kisielewski : "to byla zbieranina jakiej swiat wojen nie widzial, poprzebierana w mundury najprzerozniejsze, badz zmixowane, np. czapka niem, bluza radziecka, a spodnie polskie, buty cywilne, gdzies zrabowane.Nigdy nie trzezwiejaca, pijaca spirt popijany wodka, bojaca sie powstancow jak ognia.."skierowano z Wawy, gdzie tylko łupiła mieszkancf3w, a nie chciala za nic walczyć, do lasf3w kampinowskich, aby tam skończyć swf3j "szlak bojowy"Wystarczyly 2 nocne ataki kawalerii z Puszczy Nalibockiej ( pogranicze litewsko-białoruskie) por. Dolina-Gf3ra (Adolf Pilch) 2/3 i 3/4 września, aby kilkuset osobowa to za duzo powiedziane, ale kilkuset racjowa zbieranina nazywana pulkiem RONA przestała istniec.Ponad 180 wybito, drugie tyle rannych, niedobitki wcielono do innych oddziałf3w Hifis.

  • Informacja jest prawdziwa. Znam ją od kilku lat. Nawet zaaisnawtałem się kiedyś nad tym, żeby coś na ten temat napisać. Mam znajomego, niemieckiego historyka, ktf3ry porzez parę lat badał odtajnione dokumenty związane inwigilacją polskiego państwa podziemnego. Okazuje się, że gestapo miało wtyczki w ścisłym dowf3dztwie AK. Niemcy wiedzieli np. o każdym kroku Grota-Roweckiego. Jego pomyłkowe aresztowanie na placu Narutowicza w 1943 stało się ich największą porażką, ponieważ nie mogli go już kontrolować AK w takim zakresie jak wcześniej. O tym, co się działo w PPR, byli jeszcze lepiej poinformowani. Nie ruszali jednak Gomułki, Findera, Nowotki i innych towarzyszy ze względf3w operacyjnych. W domu, w ktf3rym mieszkał Gomułka, agentammi gestapo byli prawie wszyscy jego sąsiedzi. Ilość dokumentf3w, do jakich dotarł mf3j znajomy, jest niebywała. Wszystkie starannie zarchiwizowane. Raj dla historyka. Tam właśnie udało mu się wytropić powiązania Bora Komorowskiego Bachem Zelewskim. Z tego, co mi mf3wił, dużo związanych z tym tematem informacji znalazl także w archiwach w Wielkiej Brytanii, ktf3re też są dostępne dla każdego.

  • "Gdybyś znał język" to takie dostojne, z wyżyn sowejj niedostępności, rzekłbym elitarności.Prawie jak po egzaminie ze znajomości języka.W przeciwieństwie do Ciebie nie jestem ignorantem w kwestii Powstania Warszawskiego i znam doskonale warunki w jakich się ono odbywało, jego dzień powszedni i noc.Stwierdzenie, że ileś lat temu mf3j (tzn. Walburga) znajomy, ktf3rego nie pamiętam był widział takie materiały i tam było napisane, że gdy powstańcy ginęli z butelkami zapalającymi w rękach, kobiety gwałcone przez Dirlewangerowcf3w, a Bor koniak z vd Bachem popijał,po pierwsze : nie świadczy, że te materiały są prawdziwe,do drugie : że w ogf3le istnieją.Trochę więcej luzu, ale i szacunku dla innych.

  • Muszę się do tego zebrać. Ostatnio nawet znalazłem w sieci jakieś osnaitte zdjęcie Dirlewangera, stoi w towrzystwie dwf3ch amerykańśkich żołnierzy. Patrzą na niego, jak na bohatera. Szlag człowieka może trafić. W Pruszkowie, wśrf3d ludzi ewakuowanych z Powstania krążyły takie opowieści, że Dirlewanger zginął tuż po powstaniu. Mieli go upiec żywcem jego podwładni, miałem gdzieś dokładny opis tej rzekomej śmierci, ale teraz mi trudno znaleźć w papierach. Taka legenda to oczywiście była. Nie wiadomo, kto to wymyślił i rozpowszechniał.

  • Dodaj komentarz

    Wymagane pola to: Podpis oraz adres e-mail. Twój adres e-mail nie będzie wyświetlany.